Miłych wakacji, myślę, że będę teraz więcej pisać:D Hurraa! :P:P
W tym odcinku chyba za dużo Veroniki... cóż...:P
"A jednak chociaż nie znasz mnie oceniasz wszystko co robię i co czuję "
Trzęsła się jak osika. Co chwila siadała i wstawała, starając się tym samym zająć sobie czas. Panicznie się bała rozprawy, a na dodatek Peter się spóźniał. Zamknęła oczy a głowę oparła o ścianę. Chciała już usłyszeć swoje nazwisko, wejść, usłyszeć wyrok i wyjść.-Rozprawa panny Veroniki Bann w sprawie przyznania praw rodzicielskich. - Czarnowłosa wstała. Obejrzała się po raz ostatni za siebie, szukając brata, a ten właśnie otworzył drzwi. Podbiegł do siostry, uściskał ją i wszedł za nią na salę rozpraw.
Nie słuchała przedmów adwokatów. Myślała tylko o tym, żeby odzyskać syna. Wsłuchiwała się w tykanie zegara, który wisiał na ścianie tuż za nią. Chciała już końca tej rozprawy, pragnęła zabrać Lexa do domu i zacząć nadrabiać ten przeklęty rok.
-Panno Bann chce pani coś powiedzieć? - zapytał siwy mężczyzna - sędzia.
-Ja... ja chcę odzyskać syna. Niczego więcej nie chce. - powiedziała cicho, lecz z wielkim przekonaniem. Prokurator pokiwał głową z dezaprobatą. Tymi słowami wywołała burzę, z której sprawy nie zdała sobie, dopóki po jej policzkach nie zapragnęły płynąć łzy.
-Wysoki sądzie - zaczął przemawiać prokurator, który był przeciwny Veronice pod każdym względem. - Panna Bann nie może zająć się rocznym Alexandrem. Zapewne wszyscy zapytają dlaczego. Otóż, nie mamy żadnej, podkreślam, żadnej pewności, iż to naprawdę jest syn powódki. Ponad to kobieta ta ma niepewną przyszłość, gdyż skończyła dopiero 18 lat, nie ma pracy. Zatem jakie to biedne dziecko może mieć przyszłość przy takiej matce? Oprócz tego panna Veronika Bann ma narkotykową przeszłość, czy takim ludziom oddaje się dzieci? Zapewne zauważyli państwo, że cały czas powtarzam "panna Bann". Czy można dać samotnej kobiecie do wychowywania dziecko? Sama jest jeszcze niedojrzała emocjonalnie do pełnienia roli matki. Jestem kategorycznie przeciwko nadaniu praw rodzicielskich pannie Veronice Bann. Dziękuję. - Czarnowłosa zamknęła oczy. Czy oni nie mogą zrozumieć, że to jej syn, którego kocha ponad wszystko? Gdzie oni mają serce?
A jednak chociaż nie znasz mnie
oceniasz wszystko co robię i co czuję
a jednak chociaż nie znasz mnie
próbujesz mądrym być nawet dziś
Nie mów mi,że mało jeszcze wiem
że nie mam prawa być jaka chcę
nie mów nic, za mało o mnie wiesz
nie możesz ranić gdy tylko chcesz *
Veronika spojrzała na sędzie. Wiedziała, że nie ważne co powie i jakie brudy wyciągnie ze swojego życia, to i tak już przegrała. Mimo to postanowiła powiedzieć wszystko o co zapyta siwy mężczyzna. Pragnęła powiedzieć nawet to o czym nie powiedziała adwokatowi. Zamknęła oczy a po jej policzkach spłynęło kilka łez.
-Piękny teatrzyk, panno Bann. Naprawdę, gratuluję talentu. - oznajmił prokurator.
-Ja nie kłamię... -powiedziała ledwo słyszalnie. Sędzia uderzył kilkakrotnie młoteczkiem, kończąc rozmowę.
-Panno Bann chce pani coś powiedzieć? - zapytał sędzia.
-Tak, chcę opowiedzieć jak doszło do tego wszystkiego o czym mówił pan prokurator. - spojrzała na siwego mężczyznę, a on przytaknął, tym samym pozwalając jej mówić. - To prawda brałam narkotyki, ale skończyłam z tym, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Musiałam to zrobić dla mojego dziecka. Uciekłam z domu by móc je urodzić. Mój ojczym... -zrobiła dłuższą chwilę by zebrać siłę na powiedzenie tych kilku tak bardzo bolących słów - bił mnie i gwałcił, to on jest ojcem Alexandra. Musiałam uciec by urodzić, aby moje dziecko przeżyło. Poród odbył się pod starym mostem, potem odniosłam syna do domu dziecka na KleinestraBe. Zostawiłam list i medalik, wiedziałam, że kiedyś będę go szukać. Zaraz potem wróciłam do domu. Ojczym wyżywał się na moim braci i matce gdy mnie nie było w domu. Gdy znalazłam się w nim z powrotem, pobił mnie i zgwałcił... - znów zrobiła przerwę. Ona nie płakała, choć było to bardzo trudne, ale Peter nie hamował łez. Wiedział jak bardzo jego siostra cierpi opowiadając tę historię. - Wiem, zapewne pan prokurator powie znów, że mam talent aktorski, ale niech pan przyjmie do wiadomości, że będę walczyć o syna do śmierci, jeżeli teraz nie dostane praw rodzicielskich. Dziękuję. - usiadła i spojrzała na Petera, który teraz chciał ją mocno przytulić i powiedzieć, że kocha ją nad życie.
-Zażądam przerwę, po której zostanie ogłoszony werdykt. - oznajmił sędzia stukając młotkiem. Czarnowłosa nie ruszyła się z miejsca, jakby ktoś przykleił ją do siedzenia. Te kilka minut dłużyło jej się niesamowicie. Chciała już znać wyrok, choć domyślała się, że nie będzie on na jej korzyść. Po dłuższej chwili drzwi otworzyły się i na salę weszli wszyscy sędziowie.
-Werdykt w sprawie przyznania pannie Veronice Bann praw rodzicielskich. Sąd okręgowy w Monachium nie przyznaję praw rodzicielskich nad nieletnim Alexandrem panie Veronice Bann. Uzasadnienie wyroku jest takie, iż panna Bann jest osobą samotną a dziecko musi być wychowywane w pełnej rodzinie. Uwzględniając jednak sytuację powódki sąd zezwala na odwiedziny nieletniego w domu dziecka cztery razy w miesiącu. Biorąc pod uwagę młody wiek panny Bann i możliwość założenia rodziny, małoletni Alexander przez najbliższe pięć lat nie zostanie poddany adopcji. Zakończam rozprawę. - Veronika odetchnęła z ulgą, bo po tej rozprawię nie spodziewała się aż tak przychylnego wyroku.
***
Blondynka słuchała swojego chłopaka w wielkim skupieniu. On żywo gestykulował i co chwila przerywał sobie by łyknąć gorącej herbaty. Siedzieli w jej pokoju, który niedawno przeszedł generalny remont. Nareszcie nie bił po oczach rażący róż, który uwielbiała Eliza, lecz miło spoglądało się na ściany pomalowane na kolor łososiowy. Obok nich siedzieli bliźniacy, którzy wraz z mamą i ojczymem przyjechali na Boże Narodzenie. Oni także słuchali uważnie. Po kilku chwilach Tom wstał i pociągnął za sobą brata, ale nikt nie zwrócił na to większej uwagi.
-Rozumiesz?! Będę mógł zobaczyć mojego siostrzeńca! Niedługo znów wniesiemy sprawę o przyznanie praw! Kiedyś wygramy! - Czarnowłosy był teraz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Veronika siedziała w tym momencie pod mostem i opowiadała całe zdarzenie Kurzcowi, który cieszył się razem z nią.
-Kochanie, muszę uciekać - praca. - odparł smutny. Ona uśmiechnęła się do niego delikatnie i dała mu buziaka w policzek, po czym on wyskoczył z jej domu jak poparzony.
Blondynka nie chciała siedzieć sama w pokoju. Nie kiedy w promilu 10 metrów byli bracia Kaulitz - najwspanialsi kuzynowie pod słońcem. Nawet ta mała kłótnia z czarnowłosym, spowodowana złym potraktowaniem przez niego Veroniki nie zepsuła ich relacji.
-Gdzie wy jesteście bawoły jedne... - jęknęła zaglądając do każdego z pomieszczeń. Znalazła ich w kuchni. Starszy z nich rozmawiał przez telefon, a młodszy kręcił głową z niezadowoloną miną, w duszy modląc się by to co wymyślił jego brat nie doszło do skutku.
-Coś się stało, Bill? - zapytała, widząc zniesmaczonego kuzyna.
-Nie. - powiedział. Wstał i wyszedł z kuchni.
-Co mu się stało?
-A pies go wie. - odparł Tom, który właśnie zakończył rozmowę. - Mam nadzieję, że nie sprawi ci kłopotu jak nasz menażer przyjedzie na chwilkę?
-Nie jasne, że nie. A po co, jeśli można wiedzieć?
-Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. - powiedział tajemniczo Tom i także opuścił pomieszczenie.
_____________
* Ewelina Flinta - "Nie znasz mnie"
3 komentarze:
~ schwelgerei.
e tam, było dobrze, nawet bardzo x)
i mam nadzieję, że będziesz częściej pisała.
cześć dzisiaj znalazłam twoje opowiadanie, tak mnie zaciekawilo że przesiedzialam caly dzien przed kompem aby je do konca przeczytac, trasznie mi sie ono spodobalo,i mam nadzieje ze za niedlugo dodasz nowy odcinek, juz sie nie moge doczekac ;p ....pozdrawiam ;)
u mnie 3...a ja poczytam twoje opowiadanie,bo jestem tu 1 raz ^^ jak mam nadal informowac o odcinkach,wpisz sie na "listy czytalnikow" :) [beloved-bill]
Prześlij komentarz