"Ja chcę ze swoim poznać serce twoje."
Całą trójką siedzieli w kawiarni. Kelner zwrócił im uwagę już kilkakrotnie, lecz oni nic sobie z tego nie zrobili. Dawno nie bawili się tak cudownie. Blondynka śmiała się cały czas słuchając anegdot opowiadanych przez czarnowłosego. Bill był strasznym gadułą. Tom tylko mu przytakiwał, lub czasem dodawał mniej ważne fakty, które jego brat starał się pomijać. Pili smaczną czekoladę, która znajdowała sie wszędzie. Nawet na ukochanej bluzce Elizy. Nie przejęła się tym. Siedziała w przytulnym miejscu z najbliższymi ludźmi. Niczego więcej nie potrzebowała.
Po pomieszczeniu rozległ się dźwięk telefonu. Spojrzała na wyświetlacz. Uśmiechnęła się i odebrała.
-Hej! - powiedziała jak zawsze uśmiechnięta.
-Cześć. Słuchaj... widziałaś Veronike? - zapytał zdenerwowany chłopak.
-Niee. A coś się stało?
-Pocięła się. A teraz nie mogę jej znaleźć. Widziała się z ojcem i boję się, że sobie coś zrobi.
-Peteer... spokojnie. Oboje wiemy, że Ver ma odchyły. Luz.. pomogę Ci. Już wychodzę aby jej poszukać. Narka. - spojrzała po kuzynach. Oj tak ich miny nie wróżyły nic dobrego. Niestety musiała ich zostawić, ewentualnie ciągnąć ich ze sobą. Musiała, bo Veronika była dla niej jak siostra. Bała się o nią. Przerażała ja myśl, że czarnowłosa znów zdobiła swoje ciało przy pomocy wzroków wycinanych żyletką. Fakt, że spotkała ojca, którego nienawidziła budził w niej jeszcze większy niepokój.
-Chłopcy, bo jest taka sprawa, że... gdzieś podziała się Veronika i ja... obiecałam jej bratu, że... mu pomogę jej szukać. Rozumiecie prawda? - zapytała najsłodziej jak potrafiła i zamrugała oczami. O tak. To zawsze działało. Szczególnie na starszego z braci Kaulitz.
-Nienawidze jak tak na mnie patrzysz!! - Krzyknął dred - Czarny ruszaj się. Idziemy.
Leżała sama nie wiedziała do końca gdzie. Obok niej znajdowało się kilka butelek po wysoko procentowym piwie. Tak... to był niewątpliwie jej ulubiony trunek. Świat w okół niej się kręcił i nic innego nie miało znaczenia. Teraz nic nie było ważne, bo nic dla niej nie istniało. Liczył się tylko kręcący się w okół świat. Śmiała się sama do siebie, a po chwili płakała. Jej duszą targały wszelkie emocje, niektórych się bała. Starała się wymazać z pamięci twarz ojca, którego teraz zapewne by zabiła.
Bez ciebie
Nie potrafię długo spać
Chociaż powinnam kochać
Wziąłeś wszystko z kilkoma słowami
Patrz co przygotowałeś
Musiałeś mnie tu widzieć
Potrafię złożyć ci życzenia
A jednak idzie mi dobrze
Ale proszę nie pytaj mnie więcej
Jak mi poza tym idzie
Idzie mi dobrze
Bez ciebie
Życzę ci tego co było
Tak,bez ciebie
Ja wiem że ci nie idzie
Bez ciebie
Nienawidzę,przysięgam i marzę
Kocham,śpię i płaczę
Tak bardzo źle
Bez ciebie
Kiedy znów do mnie wracasz
Zostajesz unieszkodliwiony
Życzę ci wszystkiego najgorszego
To mam nieszkodliwego
Przyjdź,zostaw mnie tak umierającą w mojej próżności
Mam jeszcze wzniosłą miłość
Dla naszego złego czasu
Ale proszę nie pytaj mnie więcej
Jak mi poza tym idzie
Idzie mi dobrze
Bez ciebie
Życzę ci tego co było
Tak,bez ciebie
Ja wiem że ci nie idzie
Dni zostają ciemne
Będzie zimniej w nocy
Co zawsze robiłeś i czyniłeś
Dobrze zrobiłeś
Powinnam znów spać
Tylko w nocy
Bez ciebie bez ciebie
Nie idzie *
Dla niej czas stał w miejscu. Nie słyszała nawoływań przyjaciółki, która od początku wiedziała gdzie jest Veronika. Eliza miała jedną słabość, dla której poświęciła by czarnowłosą. Tą słabością był Peter - brat Veroniki. Nad nią zbierały się czarne chmury, już od dawna.
Całą trójka przemierzali łąkę. Nigdzie jej nie było. Elize paraliżował strach, że może jej tu już nie ma, że sobie coś zrobiła, że w ogóle tu nie przyszła. Pragnęła ją znaleźć. Nie ważne w jakim stanie. Szła już parę godzin gdy dojrzała leżącą postać. Uśmiechnęła się nieznacznie i zaczęła biec w jej kierunku.
-Ver!! - krzyknęła klękając obok przyjaciółki. Nie zauważyła butelek. Teraz ważniejsza była ona - Dobrze, że nic ci nie jest.
-Eliiii... hi... hej.. hi... - blondynka spojrzała na nią z politowaniem. Doskonale znała czarnowłosą, jej zachowanie.
-Dasz radę iść?
-A po.. hi.. co?
-Do domu. - Veronika podniosła się na łokciach i raptownie się odsunęła. W jej oczach było przerażenie.
-Nie. Ja tam nie idę. A już na pewno nie teraz. - powiedziała trzeźwo, lecz w głowie ciągle jej się kołowało.
-Dobrze. To pójdziemy do mnie. Ok? Tylko wstawaj. - Czarnowłosa nie zadawała sobie sprawy, że podniesienie się z ziemi będzie tak trudne, że będzie to zadanie nie do wykonania w jej stanie. - Dziewczyno ile ty wypiłaś?
-Nie wiem. Troszkę. - dodała pospiesznie Veronika. Blondynka pokręciła z przerażeniem głową.
-Chłopaki pomożecie mi z nią? Trzeba ją, dosłownie, zanieść do mnie do domu. - Eliza spojrzała z błaganiem na bliźniaków.
Ból głowy paraliżował ją całkowicie. Leżała nie wiedząc gdzie jest oraz, że jest obserwowana.
-Masakra... - Jęknęła starając się usiąść.
-Proszę. - Usłyszała męski głos. Spojrzała na jego właściciela. Był nim wysoki, szczupły, ciemnowłosy chłopak.
-Dziękuje. Kim jesteś?
-Bill. Jestem kuzynem Elizy. Ona zaraz przyjdzie. - dodał pospiesznie zmieszany.
-Miło mi - Veronika. - podała chłopakowi rękę uśmiechając sie przy tym.
Ja chcę
Bez słów policzyć wszystkie chwile
Chcę
Czuć ciebie,gdy nie będziesz przy mnie
Chcę
By strach mógł wyjść
Nie wracał już.
Ja chcę
Ze swoim poznać serce twoje
Chcę
Czuć ciebie,gdy nie będziesz przy mnie
Chcę
By strach mógł wyjść
Nie wracał już
Ja chcę... **
Patrzyli na siebie dłuższą chwilę. Obydwoje byli sobą zachwyceni, choć starali się to ukryć. Czy im się to udało? Nie wiadomo.
-Wreszcie się obudziłaś! zaraz zawołam Petera! - krzyknęła blondynka i pobiegła na górę. Czarnowłosa opadła na fotel. Nie miała siły, ani ochoty na rozmowę z bratem. Nie chciała tego robić tu, u Elizy w domu. Oczywiście dziewczyna wiedziała bardzo dużo, lecz kłótnia z bratem u niej w domu to byłaby już przesada.
-Veronika! Przegięłaś! - wrzasnął chłopak wchodząc do salonu.
-Zamknij się. - warknęła - nie mam zamiaru z tobą o tym rozmawiać.
-Ver.
-D a j m i s p o k ó j. - powiedziała spokojnie i wyszła z pomieszczenia. Miała świetny kontakt z bratem, lecz miała dosyć tego, że on ciągle jej pilnował. Za bardzo się nią przejmował Uważała, że powinna nie pozwolić bratu sobą pomiatać, lecz zazwyczaj nie umiała się mu przeciwstawić. -Wychodzę! - i zanim ktokolwiek zdążył zareagować ulotniła się z domu.
Ende
*Silbermond - "Ohne dich"
**Ich Troje - "Ja chcę"
**Ich Troje - "Ja chcę"
4 komentarze:
Ładnie. Twoje opowiadanie ma w sobie "to coś", co ciągnie do dalszego czytania.
Mam tylko jeden błąd, w tytule bloga. Pisze się "codziennie" nie "co dziennie" ;)
Pozdrawiam,
M.N
Hm...Nawet okey jak na story o tokio hotel. ;]
Zdrowych, pogodnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Życzę, abyś spędziła je w rodzinnej i ciepłej atmosferze, bez kłótni i sporów.
Aby nowo narodzony Jezus zawsze mieszkał w Twoim sercu.
Pozdrawiam serdecznie,
Miss Nobody
Rozdział I właśnie się pojawił.
Wpadniesz?
Miss Nobody
***
Właściwie, to nie wiem, czy powinnam Cie powiadamiać. Coś mi mignęło, ze prosiłaś o powiadamianie. Ale jeżeli nie - to przepraszam.
www.immer-heilig.mylog.pl
Prześlij komentarz