"Po prostu odwróć się zanim się rozpadnę"
Po posadzce sączyła się czerwona substancja. Krew krążyła poza jej żyłami, poza nią. Tak samo jak wspomnienia, jak ból. W oddali słyszała tysiące głosów. Wiele z nich krzyczało: zostań. Inne kazały jej odejść. Patrzyła na rany, które nie znaczyły dla mniej nic. Tylko kolejny most, kolejny krok bliżej nicości.
Ja! (Ja!)
Tak! (Tak!)
Wszystkie te rzeczy, których nienawidzę krążą wokół
Mnie! (Mnie!)
Tak
Po prostu odwróć się zanim się rozpadnę *
-Veronika! - głosy odbijały się o ściany jej duszy. Nie znaczyły wiele, dla niej nie znaczyły już nic. -Veeer!!!
-Co? - była zrezygnowana. Miała ochotę otworzyć okno na 10 piętrze i skoczyć. Nie patrzeć na Petera na Elize. Pragnęła uspokoić duszę. Marzyła oddać się błogiej myśli końca. Podniosła się z podłogi. Odwinęła rękawy i wyszła z łazienki. Kręciło jej się w głowie, ale starała się tym nie przejmować. Weszła do żółtego pomieszczenia. Na blacie czekało na nią śniadanie przygotowane przez jej brata. Tylko on o nią dbał.
-Nareszcie! Ver co się dzieje? - zapytał ciemno włosy. Dziewczyna wzruszyła ramionami i wzięła talerz z blatu. Usiadła do stołu i zaczęła powoli jeść. W tej chwili chciała tylko by przestał jej się przyglądać. Wyszedł dając jej poczucie pozornego bezpieczeństwa.
Z salonu wyszła wysoka blondynka. Miała 45 lat lecz wyglądała na dużo mniej. Kobieta ubrana była jak zwykle bardzo elegancko. Zmierzyła swoją córkę od stóp do głów. Gardziła własnym dzieckiem. Veronika z satysfakcją wpatrywała się w rodzicielke. Nie pozwoliła sobie na to, by ta zwyciężyła, by znów ją poniżała i traktowała jak śmiecia. Blondynka prychnęła i poszła do łazienki. W tym czasie czarnowłosa po cichu wyszła z domu.
Dostała poduszką po głowie. Tylko od kogo? Przecież jest jedynaczką. Mama? Tato? A może Helga? Miała to gdzieś. Odwróciła się na drugi bok. Znowu oberwała.
-Wara... - jęknęła.
-Nie przywitasz się z kochanymi kuzynami? - usłyszała męski roześmiany głos. Usiadła na łóżku i przetarła oczy. Uszczypnęła się nie dowierzając temu, że widzi tych dwóch, najkochańszych, najbardziej zwariowanych i szalonych kuzynów. Jeden z nich stał niedaleko niej, a drugi rozsiadł się wygodnie w fotelu.
-Toooom!! - wrzasnęła i rzuciła się na blondyna. Ten obkręcił ją wokół siebie kilka krotnie. Oderwała się od niego i pobiegła do czarnowłosego.
-Bill! - ten dalej siedział na fotelu z wielkim uśmiechem. Dziewczyna z impetem wskoczyła na mebel. Obydwoje o chwili zwijali się na podłodze ze śmiechu.
Pustka ogarniała ją z każdej strony. Chciała jej. Dławiła się nią. Szła opustoszałymi uliczkami. Starając się nie myśleć o tym co dzieje się w domu. Pragnęła znaleźć się tam, gdzie nie ma już nic. Tam gdzie w zapomnienie odlatywały jej lęki.
Jakby moje rozrywane na części sny zmieniały się w łzy
Nie czuję tej sytuacji
Uciekam stąd, staram się znaleźć bezpieczne miejsce, byś mógł się schować
Najlepsze miejsce to to, w którym czujesz się jak...*
Od tajemniczego miejsca dzieliły ją zaledwie metry. Już słyszała rozmowy swoich przyjaciół. Z daleka widziała ogrodzenia. Byli tacy jak ona. Samotni w śród tłumu. Zagubieni, cierpiący.
Kim jestem?
Kim jestem?
Więźniem w pokrowcu ciała.
Boję się swoich myśli
Życia...
Śmierci...
Nienawiści... **
Czuła się jak w więzieniu. Wokól panował hałas. Podeszła do jednej z klatek. Wyglądała ona jak każda inna. Zaniedbana z kilkoma miskami i budami. W środku było kilka zwierzą. Ucieszyły się widząc dziewczynę. On była ich radością, a one jej.
-Cześć moje kochanie. - powiedziała wchodząc do klatki. Czuła rozpierającą radość bawiąc się z nimi. Pragnęła zostać tam na zawsze. Nie wracać do świata rozpaczy i bólu. Zapomnieć swój adres i zgubić się w świecie, o którego istnieniu nikt nie wie. Stać sie kimś wyjątkowym, ulotnić się z obojętności. Popaść w tym gorszym świecie w wieczne zapomnienie.
-Veronika... - usłyszała za sobą. Zamknęła oczy i przełknęła ślinę. Nienawidziła właściciela tego głosu. Podniosła się z klęczek i spojrzała mu w twarz. Mężczyzna miał około 40 lat. Miał czarne włosy i ciemne oczy.. Była do niego bardzo podobna.
-Czego chcesz? - zapytała. Chciała być jak najbardziej oschła, lecz dawno wybaczyła mu krzywdy.
-Cieszę się, że cię tu spotykam córeczko. - czarnowłosa prychnęła pogardliwie. - Córeczko... jeszcze mi nie wybaczyłaś.
-Nigdy, ale to nigdy nie nazywaj mnie swoją córeczką! Nie jestem nią od dawna! Obydwoje o tym dobrze wiemy! - zacisnęła pięści. Nie po to aby go uderzyć, lecz by powstrzymać łzy. Wydawała się dla siebie być bardzo słabą, nie chciała mu tego pokazać.
-Veroniko zawsze nią będziesz...
-Nie - powiedziała, a głos jej się załamywał - długo chcesz mnie okłamywać? Dobrze wiem, że ta szmata da ci dziecko! Idź zajmij się nimi! To oni od 3 lat sa dla ciebie ważniejsi! Daj mi spokój! - plask. Spodziewała się tego. Nie zrobiła z tym nic. Nie chciała. Nie widziała potrzeby. i tak nim gardziła, a on nią.
Jeszcze raz możesz mi powiedzieć te wszystkie kłamstwa
Czemu nie możesz być pewniejszy dzięki uczciwości?
Kiedy powtarzasz te słowa do moich uszu
Dlaczego zawsze mówisz to, co sam chcesz usłyszeć? *
-Naucz sie szacunku do rodziców!
-Ty śmiesz nazywać się moim rodzicem! Ty! Wierz co jesteś żałosny. - Wyminęła go i wyszła.
Właśnie runął ostatni most między nimi. Ich od wielu lat nie łączyło nic. Veronika nie pozostawiła sobie ani odrobiny nadziei, że kiedyś on wróci. Teraz nawet już tego nie chciała. Nienawidziła ich. Jego, matki i ojczyma. Byli jej oprawcami, jej wrogami. Pragnęła by odeszli. Teraz odszedł jeden z nich. Tego mostu nikt nie odbuduje.
Ostatni raz powiem Ci do widzenia
To się dzieje lecz tak naprawdę nie wiemy, dlaczego
Jeśli to miało tak być
Dlaczego tylu z nas ignoruje tą szanse i ją traci?
Tak..*
Ende
* Bullet For My Valentine - "All These Things I Hate (Revolve Around Me)"** Chinook - "Samobójca"
3 komentarze:
Oj cieżko się zaczyna:) Veronika...
Imię kojarzy mi się z piosenką zespoóu Łzy, "Weronika, efekt motyla", i powiem szczerze, że te skojarzenia wiążą się z trudnym życiem...
Bohaterka ma beznadziejną matkę i ojca, który właściwie już o niej zapomniał, bo ma nową rodzinę.
Zastanawia mnie jeszcze postać drugiej dziewcyzny. Kuzynki bliźniaków. Domyślam się, że losy dziewczyn połączą się w jakiś sposób...A może poznają się dzięki któremuś bliźniakowi?:)
Dobra, nie gdybam, bo i tak nie wymyślę nic ciekawego:)
Będę czekać na kolejne odcinki i na rozwój akcji XD
Buziaki Słonko:*:*:*
PS. nigdy nie byłam na blogu tego rodzaju i pogubiłam się w tych komentarzach xD
To całe konto google, poczta e-mail...Eh mam tylko nadzieję, że dojdzie:)
Na samym początku pragnę CI podziękować z Twój komentarz i poświęcenie mi, i "Mojemu Aniołowi" czasu.
Przeczytałam Twój odcinek. Mimo błędów, piszesz naprawdę dobrze. Szczególnie opisy uczuć. Staraj się jednak parę razy przeczytać tekst, zanim go wstawisz, uda Ci się wtedy zauważyć braki przecinków, czy inne błędy. Aha, i czasem piszesz za krótkie zdania, takie urywki, np.
Pragnęła uspokoić duszę. Marzyła oddać się błogiej myśli końca. Podniosła się z podłogi. Odwinęła rękawy i wyszła z łazienki.
Można z tego zrobić jedno zdanie, łatwiej się wtedy, według mnie, czyta.
Ładnie, będę tu zaglądać, dodaję do linków. Mam nadzieję, że powiadomisz mnie o nowej części?
Pozdrawiam,
Miss Nobody
PS. I mam nadzieję, że nie gniewasz się, że napisałam Ci taki komentarz. Mogłam napisać "super opo", ale ja wolę dać szczerą opinię, a uważam, że stać Cię na naprawdę dużo, tylko musisz nad niektórymi błędami popracować, a będzie ok ;)
M. Nobody (z bloga www.immer-heilig.mylog.pl)
Dzięki za komentarz na moim blogu, cieszę się, że Ci się podoba moje opowiadanie:) Wpadaj częściej. Pozdrawiam.
Prześlij komentarz