Przepraszam za błędy, ale nie mam siły ich poprawiać.
"Kokaina z Kokakolą"
-Blaubeere**, co za niespodzianka. - powiedział ochryple niski brunet. Jego oczy wędrowały po całym pomieszczeniu. Był spocony i cały drżał. U niego to było całkowicie normalnie.
-Pamiętasz mnie, a już myśłałam, że ci dragi całkowicie wyrzarły mózg.
-Takich ludzi jak ty się nie zapomina. Chodźmy stąd. Pełno tu potworów. Zresztą one czają się wszędzie. - Veronika uśmiechnęła się do siebie pod nosem. Znowu miał urojenia, a może cały czas je miał, może nie musiał brać kolejnej działki aby móc widzieć swoje upiory. Jeżeli tak jest, to znaczy, że już się wypalił. Tylko dni lub godziny dzielą go od końca. I kto po jego smierci "zaopiekuje" się Ver?
Kokaina z kokakolą
Kolory bledną, oczy bolą
Kokaia z Kokakolą
I jak najdłużej nie być sobą
Żadne dźwięki tu nie dochodzą
Kokaina z Kokakolą
Próbuje wytrzymać pod wodą
Kokaina z Kokakolą
I jak najdłużej nie być soba
Żadne dźwięki tu nie dochodzą
I wszystkie rzeczy które nam nie pomogą
Kokaina z Kokakolą
I wszystko to, co mamy już za sobą
Kokaina z Kokakolą...***
Stary budynek obok traktu kolejowego. Zamiast drzwi wisial stary, zapchlony koc. W "mieszkaniu" na trzecim piętrze nie było okien. Zostały tylko kraty. Ich melina, ich kanciapa.
-Nic tu się nie zmieniło. - powiedziała Ver rozglądając się po pomieszczeniach. - Mam nadzieję, że dostanę za to coś specalnego. - oznajmiła machając brunetowi banknotem przed oczyma.
-O taak.. - powiedział oblizując usta - coś specialnego. Czyściutkiego, ze świerzej dostawy. Specialnie dla mojej małej Blaubeere. - wyjął spod jednego z materacy mały woreczek. Wziął z niego dwie niebieskie pigółki i wrzucił do kolejnego woreczka.
-Co do czystości tego speciału to mam pewne wątpliwości.
-Przesadzasz. - powiedział i skulił się. - Idziemy. Wymienimy się na dole. Te potwory chcą mnie zaabić. - szepnął przerażony. Kiedy wyszli Kurz podał jej woreczek.
-Wspaniale. Dzięki Kurz. Trzymaj się. Jeszcze kiedyś się spotkamy. - powiedziała odchodząc.
-Na pewno.
Po godzinie darowali sobie szukanie, bo wiedzieli już, że poszła do swoich "przyjaciół". Peter niepewnie wszedł do domu. Był pusty. Tego bał się najbardziej. Czekał w kuchni na siostrę. Przyszła półtorej godziny po nim. Wydawala się niesamowicie szczęśliwa. On wiedział, że to fałsz, że użyła do tego odpowiednich środków.
-Ver...
-Cześć braciszku. - przywitała się klepiąc go po łopatce - co tam? - obkręciła się na pięcie i upadła. - Ups... hihihi...
-Ćpałaś! - wrzasnął. Miał ochotę uderzyć ją w twarz, lecz wiedział, że nic to nie da.
-Masz urojenia.
-Sama jesteś urojeniem!
-Hihi... może... - skacząc pobiegła do swojego pokoju, po drodze zwalając telefon ze stolika. Peter pokręcił tylko głową. Podniuół aparat i zadzwonił do Elizy.
-Słucham?
-Przysżła. Naćpana.
-Parchate gówno. - powiedziała obrażona blondynka.
-Przestań. Zadzwonilem, aby ci to powiedzieć. Pa. - poszedł do pokoju. Veronika leżała na łóżku głową w dół.
-A ja wolę marihuane... a ja woleeeee!!!
-Ver! Zamknij się!
-Nieee... hihihi... - zeskoczyła z łóżka i zaczęła tańczyć.
-Kładź sie spać. Pogadamy jutro. Chyba nie chcesz mieć z ojczymem do czynienia!
-Straszysz mnie nim? - powiedziała groźnie. Podeszła do brata i wyjęła z kieszeni scyzoryk. Przyłożył go do klatki piersiowej Petera. W jej oczach panowało szaleństwo, obłęd. Nie kontaktowała, teraz mogła wszystko zrobić, nie była soba. - szntarzujesz mnie? Jeszcze jedno słowo a już nigdy nic nie powiesz.
-Ver... uspokój się. - szepnął przerażony brunet.
-Co Ver!? No co Ver!! Ty myślisz, że ja tak po prostu pozwole ci przypominać i mówić o tym skurwysynie! Nigdy! Zepsułeś mój świetny humor. Wal się. - powiedziała i posżła do łaznieniki. Dopiero teraz, nie widząc noża Peter się uspokoił. A raczej przestał bać się o własne życie. Podszedł do drzwi. Słyszał odgłos wody, nie wiedzaił co zrobi jego siostra. Zapukał.
-Ver... - nie otrzymał odpowiedzi. Przełknął głośno ślinę. A jeżeli ona coś sobie zrobiła?
Żyje, bo jesteś
Ide, bo jesteś
Odchodze - jesteś
Kocham cię
Jesteś...****
-Veronika! -krzyknął. Zalał go zimny pot. Nie wyobrażał sobie życia bez niej, a wiedział, że dzieje się z nią coś złego. Przeczucie... - siostra! - bił w drzwi od łazienki. Tak bardzo pragnął usłyszeć jej głos. Nawet pełen bólu, złości, ale wiedzieć, że żyje, że go nie zostawiła. Nie poradził by sobie bez niej, tak samo jak ona nie przeżyła by bez niego. - Ver!! - miotał się w bezsilności. Szarpał za klamkę, lecz drzwi był zamknięte. Nie zdawał sobie sprawy, iż minęła dopiero minuta.
-Wal się!! - usłyszał wreszcie jej głos. Odetchnął z ulgą, lecz wiedział, że zrobi coś głupiego, ale tego miał dowiedzieć się dopiero na drugi dzień.
----------------------------------ende-------------------
*Kurz-niem. krótki, niski.
**Blaubeere-niem. jagoda
*** Cool Kids Of Death - "Kokaina z Kokakolą"
3 komentarze:
Jest parę błędów, głownie literówek, ale 'przymykam oko' ;P
Lubię Twoje opowiadanie. Ma w sobie coś innego, wiesz? Znam tylko kilka opowiadań o TH, które sa pisane z sensem, a sama wiesz, że ff TH jest pełno na internecie.
Mogę jedynie cieszyć się, że trafiłam na Twoje, bo jest naprawdę dobre ;)
Oczywiście, powiadomię o następnej notce.
Pozdrawiam serdecznie,
Miss Nobody
hej! po bardzo dlugiej nieobecnosci wracam do pisania! zapraszam do czytania nowego odcinka na pomiedzy.blog4u.pl i komentowania ;* pozdrawiam ;* (sory za spam, ale mam malo czasu)
hej kochana ;* u mnie new.. wiem, ze czesto ale sie bardzo stesknilam za pisaniem, a w glowie tyle pomyslow wiec pisze ;*
www.pomiedzy.blog4u.pl
www.sprobujmy.blog4u.pl
Prześlij komentarz