Wiem jestem głupia, ale byłabym wdzięczna za reklamę mojego bloga.
Dedykacja dla tych, którzy czytają. O!„Twoje łzy miażdżą mi serce”
Choć coraz mocniej dociskała żyletkę, nie czuła ulgi.. Przed oczami widziała zjawę. Najpierw była to gęsta, czarna mgła, z której dochodził ją głos. Z czasem kształty był coraz bardziej wyraźny - małe dziecko, chłopczyk. Ta sama twarz, która odwiedzała ją tyle razy we śnie i na jawie.
-Nie! – Wrzasnęła- Zostaw mnie! Proszę! Ja chciałam dobrze! Zostaw! – Schowała się za kosz na bieliznę. Duch zbliżał się do niej, a ona chciała go odgonić. Ilekroć wydawało jej się, że go dotyka, przecinała powietrze. Wyglądała jakby była opętana, lecz czy naprawdę w tym momencie tak nie było? Skuliła się jeszcze bardziej, ledwo żywa z wykończenia – usnęła.
Promienie słońca przedzierały się przez źle zasłonięte żaluzje. Przykryła twarz poduszką, lecz wiedziała, że to nic nie da. Musiała wstać, nie umiała bezczynnie leżeć w łóżku. Po chwili stała przed lustrem, przymrużyła oczy i wypuściła głośno powietrze. Złapała za pęk włosów i okręciła go w palcach.
-Nigdy ich nie doprowadzę do poprzedniego stanu…– jęknęła. Blondynka miała hopla na punkcie swojego wyglądu, identycznie zresztą jak jej kuzyn. Ubrała się w niebieską, zwiewną sukienkę i poszła do kuchni. Zastała tam Helgę. Uśmiechnęła się serdecznie do gosposi. Była ona średniego wzrostu kobietą o pogodnym, radosnym spojrzeniu. Jej pokryta zmarszczkami twarz zawsze była rozpromieniona. W szare włosy wplątane były jeszcze pojedyncze nitki naturalnego koloru.
-Bliźniacy już wstali? – Zapytała Eliza sięgając po szklankę.
-Nie proszę panienki. Co ma panienka ochotę zjeść na śniadanie?
-Jest mi to obojętne. Ty wszystko zrobisz przepyszne. – Oznajmiła wychodząc z kuchni. Wróciła do swojego pokoju po farby, a następnie udała się do pomieszczenia, w którym obecnie znajdowali się bracia.
-Zemsta będzie słodka. – Rzekła zbliżając się do śpiących kuzynów. Mazała ich pędzlem po twarzach, ramionach i włosach. To ostatnie sprawiało jej najwięcej radości. Kiedy skończyła uśmiechnęła się sama do siebie i uciekła z miejsca zbrodni.
Nie musiała długo czekać. Kilka chwil później słyszała wrzask i jęki Billa. Zaklaskała w dłonie, a po sekundzie słyszała jego kroki. Dziwnym trafem wiedział gdzie jest, chociaż siedziała cicho jak mysz pod miotłą.
-Powinieneś się cieszyć, że pomalowałam Cię na zielono, a nie jak tego barbarzyńcę – Toma – na różowo. – Chłopak momentalnie się zatrzymał. Spojrzał na swoją kuzynkę jak na wariatkę, ale ta tylko mu przytaknęła. Wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
-Co? Hahaha... żartujesz? Tom… haha…na różowo? Muszę to zobaczyć! – Krzyknął czarnowłosy będąc na szczycie schodów.
Znalazł ją nieprzytomną. Po raz kolejny przechodził przez piekło, lecz tym razem bez niej. Cieszył się z tego powodu, nie chciałby znów cierpiała. Mówi się, że to kobiety są silniejsze psychicznie, tak było i tym razem, choć często zdawało się być zupełnie inaczej.
-Ver... Obudź się. Siostra...
-Peter, co się dzieje? – Zapytała słysząc odgłos rozbijanych talerzy.
-Nic... Zbieraj się, musimy iść. – Powiedział i odsunął się od niej.
-Rzygać mi się chcę... – Momentalnie odwróciła się i „ozdobiła” podłogę.
-Choć, potem posprzątam. – Oznajmił szeptem. Veronika w tej samej sekundzie zrozumiała, że jej brat powstrzymuje łzy. Powoli wstała i podeszła do niego.
-Co się stało?
-Potem ci powiem. Chodź. – Złapał ja za rękę i szybko opuścili mieszkanie. Biegli przed siebie, w miejsce tylko im znane, tylko przez nich kochane. Stary most, który już dawno miał być zburzony. To była ich ostoja, ich oaza spokoju. Pośród gęstej trawy, przy szumie wody, pod ścianami pokrytymi graffiti. Siedzieli obok siebie na jednym z kilku głazów, które niewiadomo skąd, ani po co znalazły się w tym miejscu. Nie odzywali się. Oboje zakochani byli po uszy w ciszy. Wielu ludzi denerwuje, gdy jest, taka długo, nieprzerwana. U tych dwojga cisza często znajdowała swój kąt, zawsze przyjmowali ją z wielką radością, bo tak naprawdę to rzadko mogli się taką cudowną ciszą nacieszyć.
Ona ją przerwała. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Ona przeszła już wszystkie, jest już na samym dnie, u diabła w kociołku. Zrobiła to, bo on nie mógł już wytrzymać… Wtulił się w nią i zawył głośno jak zranione zwierze. Jego oczy, policzki i cała jego dusza zapomniała już dawno, czym tak naprawdę jest płacz.
-Cii... – Szeptała i głaskała go po głowie. Łączyła ich niesamowita więź, którą nie raz ktoś chciał rozerwać. Na próżno… To nie była zwykła miłość, którą połączone jest rodzeństwo. Wszyscy ich podziwiali, i choć zrozumiałe, że bliźniaków zawsze łączy coś więcej, to nawet takie rodzeństwa nie umiały wytłumaczyć tej więzi. Oni potrafili. Ta nić to: miłość, bliźniacza więź i tysiące ton bólu, łez i cierpienia przeżytych razem. Kiedy połączy się to wszystko wychodzi nierozerwalne łącze, powstaje jedna całość, choć tak jak teraz ma ona dwa różne ciała. – Co się stało, kochanie?
-Znowu się kłócili. Znów dostała w twarz, po raz kolejny rzucała talerzami. Najbardziej jednak boli mnie to, że wolisz specjały od Kurza, niż rozmowę zemną.
-To nie tak. Zrozum ja czasem musze. Niczego bardziej nie wolę od ciebie, czy rozmowy z tobą. Jesteś moim bratem. Moim jednym, jedynym. – Dodała patrząc mu prosto w oczy.
-Niczego nie musisz. Czuję się bezsilny, niepotrzebny.
-Kochanie... Jesteś mi bardzo potrzebny. Jeżeli stracę i ciebie to nie wytrzymam.
-Ciągle o nim myślisz?
-Odwiedza mnie, co noc. Widzę go cały czas, słyszę. Nawet nie wiesz jak żałuję, że go nie ma przy mnie.
-Zobaczysz już niedługo znajdę pracę. Wynajmiemy jakąś kawalerkę. Ty będziesz gotować, a ja będę zarabiać. Kiedy się jakoś ustatkuje odnajdziemy go.
-Wierzysz w to? Z tym nie da się tak po prostu skończyć, tak nagle oderwać.
-Wiem, ale damy razem. Dla nas i dla niego.
Pójdziemy ze sobą powoli obok
Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo
Bez słowa i snu w zachwycie nocą
A bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością
Będziemy tam nago biegali po łąkach
Okryją nas drzewa, gdy zajdą wszystkie słońca
I czując Cię obok opowiem o wszystkim
Jak często się boje i czuje się nikim
Twoje łzy miażdżą mi serce
I upadam i wzbijam się
Ciągle chce więcej
Po drugiej stronie
Na pustej drodze
Tańczy mój czas
W strugach deszczu dni tona
Dotykam z Tobą dna
Po drugiej stronie
Na pustej drodze
Czy to ty??
Ktoś głaszcze mnie po włosach
Nie mówiąc prawie nic*
-Kocham cię braciszku, wiesz?
-Wiem. Ja ciebie też. Proszę obiecaj, że to było po raz ostatni.
------------------------------------------------ende-----------------------------------
* Myslovitz - "w deszczu maleńkich żółtych kwiatów"
3 komentarze:
Ładnie, ładnie. Ale kim jest ten chłopiec, ta zjawa?
Kurczę, ujmuje mnie to, jak piszesz. Tak, że aż czasem dreszcze przejdą.
I nie martw się - ja będę czytać.
Buzia,
Miss Nobody
Dopiero teraz przeczytałam wszystkie notki, bo zawsze coś. zawsze te cholerne noś. to adres posiany to brak czasu. No ale nie ważne. Mnie się podobało. Wchodząc tu wchodziłam z innym nastawieniem. Z nastawieniem na inną treść notek, bloga. Jestem zaskoczona, ale pozytywnie. Naprawdę. I ciesze sie,że dalej piszesz. Takiego talentu się nie marnuje. A co najważniejsze to daje ulgę pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości. Zapomnieć o tym co boli. Ukoić ból i skołatane serce. Pięknie. Tyle. ;*
Hey,
Szczerze mówić nie do końca przeczytałam, bo nie mam zabardzo czasu. Jednak ostatni odcinek był naprawdę piękny. Piszesz z taką lekkością i mam nadzieję że to się nie zmieni. Ciekawe jest to że piszesz o narkomance. Kończy brać, ale i tak będzie ciekawie. Czuje to :). Już sie chyba uzależniłam i gwarantuje że będę stałą czytelniczką.
PS. obiecuje ze przeczytam całe i jeszcze się wypowiem :)
Pozdrawiam
Stillyn
Prześlij komentarz