Nie wstydźmy się tego powiedzieć. Przed nami najważniejszy do tej pory odcinek. Odcinek krótki, ale chciałam w nim tylko to uwzględnić.
Mam nadzieję, że cię nim zaspokoję, Beatko:*
Mam nadzieję, że cię nim zaspokoję, Beatko:*
"Mendellsohnem stukają kopyta"
Spoglądała na swoje odbicie. Starała się uśmiechnąć, lecz za każdym razem jej uśmiech wydawał jej się sztuczny. Nie potrafiła cieszyć się tą chwilą. Marzyła przecież o niej całe życie. W marzeniach zawsze stała w białej, pięknej sukni z długim welonem. A obok niej był jej tato, który prowadził ją do ołtarza. Kościół wypełniony był po brzegi gośćmi. Jej mama, trzeźwa, płakała. Peter i Eliza byli świadkami. Czuła się w takich momentach niesamowicie szczęśliwa.
I co pozostało z jej marzeń? Nic... Wszystkie musiała zamknąć w bursztynowej szkatułce, a klucz razem z nią wrzucić do morza zapomnienia. Dojrzała, dorosła... musiała zgubić marzenia. Nie podobało jej się to, lecz nie wiele miała do powiedzenia. Teraz liczył się tylko jej syn. To dla niego to robiła.
Po raz ostatni się uśmiechnęła. Złapała za bukiet róż, stojący w wazonie, odwróciła się i opuściła pomieszczenie.
Mój piękny panie raz zobaczony w technicolorze
Piszę do pana ostatni list
Już mi lusterko z tym pana zdjęcie też nie pomoże
Pora mi dzisiaj do ślubu iść
Mój piękny panie ja go nie kocham, taka jest prawda
Pan główną rolę gra w każdym śnie
Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama
Życie jest życiem pan przecież wie *
-Nienawidzę garniturów! - wrzasnął, zdenerwowany blondyn.
-A kto ci się kazał żenić? Teraz nie musiałbyś cierpieć. - odparł mu brat, starając się zawiązać krawat. O ile Bill w garniturze prezentował się znakomicie, o tyle Tom był życiową porażką, pod każdym względem. - Wyprasował byś tą koszulę. - zwrócił mu uwagę czarnowłosy, ale ten tylko odwrócił się i wyszedł. - Boże jakim ty jesteś gówniarzem! - krzyknął za nim, był pewien, że usłyszał.
Cała rodzina zebrała się już w salonie. Czekali aż panna młoda zejdzie ze schodów i będą mogli ruszyć do urzędu. Tom stał na samym dole schodów, niedbale oparty o balustradę. Strasznie się niecierpliwił, chciał już mieć tą szopkę za sobą, w sumie to nie rozumiał o co tyle szumu, ale cieszył się, że jego ślub wzbudził taką sensację.
Uśmiechnął się i wyprostował, gdy usłyszał odgłos uderzających o panele szpilek. Widział codziennie Veronikę uczącą się chodzić w tych butach. Nie dziwił jej się w ogóle gdy upadała raz po raz.
Dziewczyna stanęła na szczycie schodów. Wyglądała prześlicznie. Jej ciemne włosy pięknie kontrastowały się z perłową bielą sukni, na której tle wyróżniały się czerwone różne. Peter pomógł siostrze zejść a potem podał jej rękę Tomowi.
Uśmiechając się sztucznie wyszli z domu i udali się do samochodu, który zawiózł ich na miejsce ceremonii.
Już mi niosą suknię z welonem
Już Cyganie czekają z muzyką
Koń do taktu zamiata ogonem
Mendellsohnem stukają kopyta
Jeszcze ryżem sypną na szczęście
Gości tłum coś fałszywie odśpiewa
Złoty krążek mi wcisną na rękę
powiozą mnie windą do nieba*
Siedziała jak na szpilkach, marząc by kobieta siedząca przed nimi powiedziała im, że mogą już iść.
Miała dość sztucznego uśmiechu, tego udawania, choć wiedziała, że na weselu też będzie musiała się uśmiechać. Jednak tam pozostawała jeszcze perspektywa wyjścia, tu niestety musiała przebywać cały czas.
-Proszę powstać. - oznajmiła pani z urzędu. - Złożą teraz państwo przysięgę. Pan pierwszy, proszę powtarzać za mną... - nie słuchała. Tak bardzo chciała stamtąd uciec, schować się gdzieś. Nie istnieć. - Teraz pani, proszę powtarzać za mną: Świadoma praw i obowiązków...
-Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, iż wstępuje w związek małżeński z Tomem Kaulitz i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. - Ostatnie słowa wyszeptała zalana łzami. Teraz straciła już wszystko, pozbyła się sama siebie. Umarła i narodziła się w innym ciele. Tak niesamowicie cierpiała. Ten ból wydawał jej się większy niż wszystkie poniżające słowa, niż pobicia przez ojca, może nawet gorsze niż gwałty. Te słowa choć tak proste bolały ją niesamowicie.
Po prostu płakała. A wszyscy zgromadzeni myśleli, że ze szczęścia...
__
*Dwa plus jeden - "Windą do nieba."
5 komentarzy:
Madziu muszę powiedzieć, że to, co piszesz zawszę mi się podoba. Miałam nadzieję, że oddasz w tej notce cały ból i smutek. Udało ci się. Zaspokoiłaś mnie :P(dziwnie to brzmi hi hi)
Smutek z tej notki był tak prawdziwie ukazany, że miałam dreszcze z przejęcia.
Marzyła o czymś innym, ale niestety marzenia nie zawsze się spełniają...
Smutne, lecz prawdziwe. Gratuluję :*
Wybacz,że się nie odzywałam, ale po prostu pogubiłam część linków (nie wiem jakim cudem). Także...daję oznaki życia :)
nowy szablon jak widzę x)
~schwelgerei.
smutne. serio, strasznie smutne. ale za to super napisane. ;)
pozdrawiam.
No, ja przepraszam za SPAM, bardzo, bardzo, bardzo przepraszam, ale zapraszam na rette-ffth.blog.onet.pl - pomóżmy FFTH!
Prześlij komentarz