31 sie 2008

Odcinek 18

Przepraszam za to dno. Pisałam go miesiąc i nie udał mi się. Jest najgorszy! Jest totalnym kiczem! Ale musiałam coś napisać.

A jutro 19.... hehe... ;]



"cała prawda Cię omija"


Spojrzała na budzik stojący obok. Piąta to nawet dla niej była wczesna pora, ale nie mogła spać. Dziś miało się wszystko zacząć. Jest umówiona na jedenastą z Elizą poszukać sukni, a potem scenka przed fankami, czyli spacer z Tomem po mieście. W cale jej się to nie uśmiechało, ale wiedziała, że nie może inaczej.

-Możesz się jeszcze wycofać. – Usłyszała głos Petera.

-Nie, muszę to zrobić dla Lexa, nic nie zmieni mojej decyzji. – Chłopak wcale nie był zadowolony z decyzji siostry. Tak naprawdę to chyba nikt się nie cieszył na ten ślub. Nikogo nie przekonywał pomysł fikcyjnego szczęścia młodej pary. Nikt nie wierzył w powodzenie tej myśli, byli gotowi na wiele żeby ich od tego odprowadzić.

Całe życie grasz,

Co Ty z tego masz?
Tylko fałsz
cała prawda Cię omija
Całe życie grasz,

Co Ty z tego masz?
Sam wiesz
Pomyśl...
Dobrze byłoby uruchomić sny
może los Ci będzie sprzyjać
całe życie grasz
gdzie masz swoja twarz
no gdzie?*

Podniosła się, wzięła z fotela wcześniej przygotowane ubrania i wyszła do łazienki. Potrzebowała zimnego prysznica, czegoś, co ją obudzi z koszmaru. W takich chwilach jeszcze bardziej nienawidziła ojczyma. Spojrzała na lustrzaną półkę, na której wyróżniał się mały, ostry przedmiot. Żyletka. Sięgnęła po nią, już trzymała ją w dłoni, gdy raptownie otworzyła kosz i wrzuciła ostrze z impetem do środka.

-Nie teraz kretynko. Musisz udawać szczęśliwą. – Powiedziała do siebie wycierając mokrą od wody twarz. Nie miała siły na długi prysznic, dlatego szybko się opłukała, ubrała w niewygodne ubrania i wyszła. Nie patrzyła w lustro, wystarczyło jej, że czuła się idiotycznie, ale przecież musiała grać dziewczynę, na którą zwróciłby uwagę Tom, musiało być realistycznie. Dlatego nie mogła pozwolić sobie na duże, ciemne bluzy z kapturem. Założyła dżinsy – biodrówki, które co chwila podciągała, nie przyzwyczajona do noszenia takich spodni, do tego na sobie miała niebieski sweterek. Czuła się idiotycznie.

-Jaka się przemiana... – Zaśmiał się pod nosem, Peter.

-Zamknij się. – Warknęła. Nalała sobie do szklanki soku pomarańczowego i opróżniła naczynie duszkiem. – Jak można w tym chodzić? Sweter jeszcze przeżyję, ale te spodnie! – Powiedziała, myjąc szkło. Jej brat tylko śmiał się pod nosem, od dawna marzyłby zobaczyć siostrę w takim stroju. Marzenia się spełniają?

-Po co tak wcześnie wstałaś?

-Nie mogłam spać. Skoczę do sklepu, pooglądam TV i będę uciekać.

-Gdzie?

-Z Elizą szukać sukni. – Czarnowłosy spojrzał na nią. Nie umiał nazwać uczucia, które nim targnęło w tej chwili. Jakby lód i ogień jednocześnie trawiły jego ciało. Wzdrygnął się na samą myśl o płomieniu. – Spokojnie, wezmę pierwszą lepszą pasującą na mnie, najtańszą. Nie stać mnie na niewiadomo co, poza tym to nie ma być prawdziwy ślub, więc, po co brać to, co najpiękniejsze?

-Żeby było bardziej realistycznie, poza tym twój narzeczony – skrzywił się na sam dźwięk tego wyrazu – powinien pokryć koszta.

-Mam swój honor. – Powiedziała w drzwiach – chcesz coś, bo wychodzę?

-Żelki. – Skinęła tylko głową i wyszła.

Wysiadła z samochodu kuzyna, poczym uściskała przyjaciółkę. Uśmiechnęła się widząc czarnowłosą, która wyglądała inaczej niż zwykle. Ale widząc jej zdegustowaną minę, a następnie patrząc na szyld salonu sukni ślubnych, przestała się uśmiechać.

-Bill, idziesz z nami? Pomożesz nam, ty się znasz najlepiej, poza tym facetem jesteś, lepszy masz gust. – zapytała, modląc się by wokalista z nimi poszedł. Niestety... oznajmił, że jedzie do Toma szukać garnituru i już go nie było. Eliza uśmiechnęła się sztucznie do Ver, poczym weszły do sklepu.

Veronika spoglądała spod tzw. byka na wszystkie wiszące sukienki. Była oburzona, że wszystkie są tak skąpe.

-Ja w czymś takim nie... – zaczęła, lecz nie skończyła. Wielokrotnie wyobrażała sobie swój ślub, zawsze siebie widziała w pięknej, białej sukni z długim, ciągnącym się parę metrów za nią welonem. Taką oto kreację miała właśnie przed sobą. W oczach tańczyły jej wesołe iskierki, a sama o mało nie skakała z radości. – Ta jest moja! – krzyknęła, pewna, że będzie w niej dobrze wyglądać.

__
* Szymon Wydra i Carpe Diem – „Całe życie grasz.”

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Nie znasz się :)
Mi się podoba. Dawaj ten 19 :P

Anonimowy pisze...

a mi się też podoba i już Ci to mówiłam i czekam teraz tylko na 19. no rusz że się tam i dawaj go ! ;)