Przepraszam za to dno. Pisałam go miesiąc i nie udał mi się. Jest najgorszy! Jest totalnym kiczem! Ale musiałam coś napisać.
A jutro 19.... hehe... ;]
"cała prawda Cię omija"
Spojrzała na budzik stojący obok. Piąta to nawet dla niej była wczesna pora, ale nie mogła spać. Dziś miało się wszystko zacząć. Jest umówiona na jedenastą z Elizą poszukać sukni, a potem scenka przed fankami, czyli spacer z Tomem po mieście. W cale jej się to nie uśmiechało, ale wiedziała, że nie może inaczej.
-Możesz się jeszcze wycofać. – Usłyszała głos Petera.
-Nie, muszę to zrobić dla Lexa, nic nie zmieni mojej decyzji. – Chłopak wcale nie był zadowolony z decyzji siostry. Tak naprawdę to chyba nikt się nie cieszył na ten ślub. Nikogo nie przekonywał pomysł fikcyjnego szczęścia młodej pary. Nikt nie wierzył w powodzenie tej myśli, byli gotowi na wiele żeby ich od tego odprowadzić.
Całe życie grasz,
Co Ty z tego masz?
Tylko fałsz
cała prawda Cię omija
Całe życie grasz,
Co Ty z tego masz?
Sam wiesz
Pomyśl...
Dobrze byłoby uruchomić sny
może los Ci będzie sprzyjać
całe życie grasz
gdzie masz swoja twarz
no gdzie?*
Podniosła się, wzięła z fotela wcześniej przygotowane ubrania i wyszła do łazienki. Potrzebowała zimnego prysznica, czegoś, co ją obudzi z koszmaru. W takich chwilach jeszcze bardziej nienawidziła ojczyma. Spojrzała na lustrzaną półkę, na której wyróżniał się mały, ostry przedmiot. Żyletka. Sięgnęła po nią, już trzymała ją w dłoni, gdy raptownie otworzyła kosz i wrzuciła ostrze z impetem do środka.
-Nie teraz kretynko. Musisz udawać szczęśliwą. – Powiedziała do siebie wycierając mokrą od wody twarz. Nie miała siły na długi prysznic, dlatego szybko się opłukała, ubrała w niewygodne ubrania i wyszła. Nie patrzyła w lustro, wystarczyło jej, że czuła się idiotycznie, ale przecież musiała grać dziewczynę, na którą zwróciłby uwagę Tom, musiało być realistycznie. Dlatego nie mogła pozwolić sobie na duże, ciemne bluzy z kapturem. Założyła dżinsy – biodrówki, które co chwila podciągała, nie przyzwyczajona do noszenia takich spodni, do tego na sobie miała niebieski sweterek. Czuła się idiotycznie.
-Jaka się przemiana... – Zaśmiał się pod nosem, Peter.
-Zamknij się. – Warknęła. Nalała sobie do szklanki soku pomarańczowego i opróżniła naczynie duszkiem. – Jak można w tym chodzić? Sweter jeszcze przeżyję, ale te spodnie! – Powiedziała, myjąc szkło. Jej brat tylko śmiał się pod nosem, od dawna marzyłby zobaczyć siostrę w takim stroju. Marzenia się spełniają?
-Po co tak wcześnie wstałaś?
-Nie mogłam spać. Skoczę do sklepu, pooglądam TV i będę uciekać.
-Gdzie?
-Z Elizą szukać sukni. – Czarnowłosy spojrzał na nią. Nie umiał nazwać uczucia, które nim targnęło w tej chwili. Jakby lód i ogień jednocześnie trawiły jego ciało. Wzdrygnął się na samą myśl o płomieniu. – Spokojnie, wezmę pierwszą lepszą pasującą na mnie, najtańszą. Nie stać mnie na niewiadomo co, poza tym to nie ma być prawdziwy ślub, więc, po co brać to, co najpiękniejsze?
-Żeby było bardziej realistycznie, poza tym twój narzeczony – skrzywił się na sam dźwięk tego wyrazu – powinien pokryć koszta.
-Mam swój honor. – Powiedziała w drzwiach – chcesz coś, bo wychodzę?
-Żelki. – Skinęła tylko głową i wyszła.
Wysiadła z samochodu kuzyna, poczym uściskała przyjaciółkę. Uśmiechnęła się widząc czarnowłosą, która wyglądała inaczej niż zwykle. Ale widząc jej zdegustowaną minę, a następnie patrząc na szyld salonu sukni ślubnych, przestała się uśmiechać.
-Bill, idziesz z nami? Pomożesz nam, ty się znasz najlepiej, poza tym facetem jesteś, lepszy masz gust. – zapytała, modląc się by wokalista z nimi poszedł. Niestety... oznajmił, że jedzie do Toma szukać garnituru i już go nie było. Eliza uśmiechnęła się sztucznie do Ver, poczym weszły do sklepu.
Veronika spoglądała spod tzw. byka na wszystkie wiszące sukienki. Była oburzona, że wszystkie są tak skąpe.
-Ja w czymś takim nie... – zaczęła, lecz nie skończyła. Wielokrotnie wyobrażała sobie swój ślub, zawsze siebie widziała w pięknej, białej sukni z długim, ciągnącym się parę metrów za nią welonem. Taką oto kreację miała właśnie przed sobą. W oczach tańczyły jej wesołe iskierki, a sama o mało nie skakała z radości. – Ta jest moja! – krzyknęła, pewna, że będzie w niej dobrze wyglądać.
__
* Szymon Wydra i Carpe Diem – „Całe życie grasz.”
Sama nie wierzę w to co tu teraz robię. Co ja tu właściwie robię… no, ale
jestem. Skoro już tu jestem to napiszę parę myśli, które nie dają mi żyć,
nie daj...
9 lat temu
2 komentarze:
Nie znasz się :)
Mi się podoba. Dawaj ten 19 :P
a mi się też podoba i już Ci to mówiłam i czekam teraz tylko na 19. no rusz że się tam i dawaj go ! ;)
Prześlij komentarz