17 maj 2008

Odcinek 14

Tym odcinkiem wchodzimy w najważniejszą część opowiadania. Tak naprawdę to teraz rozwinie się akcja. To nie znaczy, że koniec - jeszcze się pomęczycie. To punkt kulminacyjny można by rzec.
Dodałam postać Lexa obok.

"Dobrego dnia, mój aniele"
Krążyła po ulicach Monachium. Wreszcie odważyła sie tu przyjechać, sama. Nie chciała ciągnąć Petera, on musiał pracować. Zazwyczaj wracał ze sklepu wykończony, ale zawsze znalazł dla niej i dla swojej dziewczyny chociaż pięć minut. Mieszkali już miesiąc na swoim, było tak jak dawniej. Wspólny pokój z ogromnym łóżkiem, w którym razem spędzali każdą noc. Nocne rozmowy o wszystkim i o niczym, płacze, smutki i radości. Tak jak dawniej, kochające się rodzeństwo, podnoszenie na duchu, pocieszanie i bliskość drugiej połówki tego samego serca, umysłu. Byli tak bardzo identyczni. Tak bardzo sobie potrzebni: jak tlen, jak woda rybie, jak paliwo w samochodzie. Nierozerwalni, jedność w dwóch całkiem innych ciałach. Te samo serce, mózg w różnych osobach, w tym samym życiu. Nie mogła by bez niego żyć, a on bez niej. Choć oboje dali by sobie radę osobno z przeciwnościami losu, czegoś byłoby im brak, gdzieś indziej byłby kawałek ich samych. Za daleko od nich, tak że nie dałoby się żyć


Ale jesteś, zawsze kochasz mnie

Jesteś i spokojnie ciągle Ty...*

Spojrzała na tabliczkę na budynku. Waisenhaus**. Przełkneła ślinę i weszła przez bramkę. Tak marzyła, aby tu był.. Dzieci bawiące się na podwórku patrzyły na nią zaciekawione, lecz ona zdawała się nie zwracać na nie uwagi. Wpatrywała się w jeden punk, patrzyła tylko na jedno małe, roczne dziecko, które właśnie uczyło się chodzić.
-Lex... - szepnęła. Zaczęła biec w jego stronę. - Lex! - krzyknęła w biegu. Właśnie miała przytulić dziecko kiedy jakaś kobieta zagrodziła jej drogę.
-Kim pani jest? - zapytała kobieta.
-Matką tego chłopca. - odpowiedziała uradowana Veronika. Znalazła go, nareszcie.
-Tak, oczywiście. Myśli pani, że pani wierzę. Nie jestem głupia. To dziecko nie ma matki.
-Proszę pani. Ja porzuciłam go rok temu, z ważnych przyczyn. Zostawiłam list i ten medalik. - powiedziała podnosząc z szyi chłopca łańcuszek. - To jest mój syn - Alexander Bann. Chcę go zabrać do domu.
-Przykro mi, nawet jeżeli to jest pani syn, nie może go pani zabrać.
-Dlaczego?
-Wszystko wytłumaczy pani dyrektorka placówki. Proszę za mną - przerażona Veronika wzięła Lexna na ręce i poszła za opiekunką.

Dobrego dnia, mój aniele
Słyszę, jak stukasz do moich bram
Przynosisz dzisiaj szczęście?
Czy promyk pobiegnie do zakłamanych słów?***


Siedziała i studiowała książkę od chemii. Nic z niej nie rozumiała. Tak, teraz przydałby się jej Tom. Zrezygnowana uderzyła głową w biurko. Miała dość. Nie było ich zaledwie miesiąc, a ona była całkowicie wypompowana. Potrzebowała ich teraz bardziej niż kiedykolwiek. Miała Petera i była z nim cholernie szczęśliwa, lecz brakowało jej ich uśmiechu, błysku w oku, spontaniczności, bliskości. Byli tacy unikalni.

Najchętniej
Zamknął bym Cię w klatce,
bo kocham na Ciebie patrzeć****

Usłyszała otwieranie drzwi, a po chwili ktoś wleciał do jej pokoju nie pukając. Nie zdążyła wydać z siebie słowa a usłyszała głos przyjaciółki.
-Nie ma Petera? - zapytała dziwnie szczęśliwa Veronika.
-Nie? A co się stało.
-Znalazłam go! - krzyknęła czarnowłosa rzucając się na przyjaciółkę
-Kogo? - zapytała zaciekawiona blondynka.
-Mojego synka!
-Twojego.... synka? - Po chwili było słychać łomot upadającego ciała Elizy - zemdlała.
______
* "Ciągle Ty' - O.N.A.
** sierociniec
*** "Good day my Angel" - Myslovitz
**** "Dla ciebie" - Myslovitz.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

jej. dech w piersi mi zaparło.

znalazła go. jeach.
ale żeby od razu mdleć ^^?

~aktina.

Anonimowy pisze...

znalazła. jak fajnie :)
podziel się Weną, co? bo ja od kilku tygodni siedzę nad jednym rozdziałem i nic mi, kurde, nie idzie. nic, nic, nic. jestem beznadziejna :/
ściskam ;*

Anonimowy pisze...

Nowość na "Aniele".
Zapraszam.

Anonimowy pisze...

Nareszcie oceniłam. Wybacz, że tak długo musiałaś czekać.
Pozdrawiam.