30 mar 2008

Odcienk 10

Cały odcinek poświęcony Elizie, ale na prawdę ważny.


"Tylko Twoja dłoń. Stały ląd"

Siedziała na ławce w ogrodzie. Dookoła niej kwitły czerwone róże. Przez gałęzie ogromnej jabłoni przedzierały się ostatnie wakacyjne promienie. W dłoni trzymała jeden z kwiatów i wyrywając mu płatki powtarzała "kocha, nie kocha", wierząc, że wyjdzie "kocha", i że będzie to prawda.
Wymknęła się po cichu z domu, musiała unikać Toma, który cały czas starał się ją pocieszyć, rozśmieszyć, a tymczasem ona chciała chwilę pomyśleć, posiedzieć w samotności w ciszy. Bill dalej o niczym nie wiedział, przynajmniej miała takie wrażenie. Widziała jak przygląda się jej oparty o drzwi od tarasu. Nie podszedł by nie zmącić jej ciszy, jej spokoju. Doskonale wiedział jak tego potrzebuje. Nie wiedział dlaczego, w sumie to mógł zapytać Toma, on na pewno by mu powiedział, ale wolał to usłyszeć od Elizy, a ona powie mu gdy będzie gotowa.
Uniosła głowę i poklepała miejsce obok siebie. Stał jeszcze chwilę nie pewny czy dobrze odczytał znak, lecz gdy ona powtórzyła gest ruszył w jej stronę. Kiedy był przy niej dalej milczeli. On nie naciskał, znał idealnie kuzynkę i wiedział, że tak mógłby ją tylko urazić. Położyła mu głowę na ramieniu. Za to właśnie go uwielbiała, za tą ciszę, którą wprowadzał w jej nerwowe życie. Za uśmiech, który dodawał jej sił. Za wygłupy i długie dumanie o wszystkim i o niczym. Potrafił wybuchnąć gniewem i zrobić zadymę bez powodu. Szczególnie denerwował się gdy nie zdobywał tego o co walczył, gdy zatracał się w walce o obrany cel a coś przeszkadzało mu w tym. Był perfekcjonalistą, cholerykiem, którego nikt nie potrafił zatrzymać. Uwielbiała w nim tę energię, pozytywną energię.
-Bill... - szepnęła prawie nie słyszalnie. Nie chciała mącić ciszy, która ich otulała ze wszystkich stron. Nienawidziła jej, tak samo jak czarny, wręcz bała się jej, ale czasem potrzebowała, tak jak teraz.
-Tak?
-Musicie wyjeżdżać?
-Niestety. Też bym tu najchętniej został, nawet do końca życia. Zrobimy w Dachau nasze urodziny i trzeciego wracamy do Loitsche a potem Willkommen USA*.
-Wyjadę z wami.
-Eliza... - szepnął łapiąc ją za podbródek. - Najpierw zdasz maturę, a potem zwiedzimy razem cały świat, zgoda?
-Mhm.
-Mi też jest ciężko. Szczególnie, że ostatnio nie mogę dogadać się z Tomem. Teraz jest trochę lepiej, bo z dala od tego szumu itd. ale wiem, że jak wrócimy w trasę, znów nasze stosunki się pogorszą. - Nie wiedziała, co ma mu powiedzieć. Zawsze kiedy widziała bliźniaków byli szczęśliwi, razem. Nikt ich nie mógł rozłączyć, idealnie się rozumieli, uzupełniali. To ją zadziwiło, co takiego ich rozdzielało, od jak dawna, dlaczego tego nie zauważyła?
-Bill...
-Nie mów nic. Sam nie umiem wytłumaczyć dlaczego. Może nadszedł czas, może to miało się tak skończyć.
-Nie! - wstała z ławki. Czarnowłosy podszedł do niej i przytulił ją. Po jego jak i jej policzku zaczęły płynąć łzy. Żadne z nich się ich nie wstydziło.

Powoli robi się we mnie zimno
Jak długo możemy jeszcze razem tu być?
Zostań tu
Cienie chcą mnie przynieść
Przecież kiedy pójdziemy
To pójdziemy tylko we dwoje
Jesteś wszystkim, czym ja jestem
I wszystkim, co płynie przez moją żyłę
Zawsze będziemy nas dźwigać
Obojętnie, gdzie pojedziemy
Obojętnie jak nisko

Uspokoiła się i wyrwała mu się. Biegła w stronę domu, postanowiła wziąć sprawę w swoje ręce. To co ich łączy nie może się rozpaść bez powodu. To w ogóle nie może się rozpaść! Otworzyła drzwi do domu i wbiegła do salonu gdzie przebywał Tom.
-Tom! - blondyn zerwał się na równe nogi. Eliza na co dzień nie była taka agresywna, należała raczej do ludzi spokojnych, opanowanych, ale zdarzało jej się wybuchnąć. - Musimy poważnie porozmawiać, więc żadnych wykrętów. - Tom przełknął ślinę. Poważna rozmowa z kuzynką nie wróżyła nic dobrego.
-Chodzi o Petera?
-Nie o ciebie i o Billa. - Blondyn spojrzał na nią zdziwiony, nie miał zielonego pojęcia po co ma z nią rozmawiać na ten temat. - Nie udawaj kretyna, dobrze wiesz o co mi chodzi.
-Właśnie, że nie mam zielonego pojęcia. - wstał z kanapy, chcąc uniknąć rozmowy.
-Wrr... nie denerwuj mnie! - popchnęła go na fotel i zagroziła drogę. Koniec, będzie musiał jej wysłuchać. "To już koniec" - pomyślał. - Co ty wyprawiasz! Nie pozwolę na to, by Bill płakał, przez twoją głupotę! Jesteście braćmi, zawsze byliście razem, a teraz odstawiasz jakieś pokazy "zosisamosi"!
-Wypraszam sobie!
-Zamknij się jak do ciebie mówię! Najpierw mnie wysłuchasz, a potem będziesz mówił! - Tom aż się cofnął, wtulając się w oparcie fotela. Pierwszy raz w życiu widział swoją kuzynkę w takim stanie. - Jesteś nieodpowiedzialnym gówniarzem! Dobrze znasz Billa, wiesz jak przeżywa wasze kłótnie, a ty tymczasem kiedy on cię potrzebuje wypinasz się na niego. Oczywiście kiedy wielki Tom Kaulitz potrzebuje pomocy to on jest zawsze przy tobie! Nawet po największej kłótni! Więc co ci strzeliło do głowy, że go traktujesz jak śmiecia!? - Toma zamurowało. Nie mógł otworzyć ust by się obronić, by odpowiedzieć. Popełnił wiele błędów, odsunął się od brata, ale Bill też był winny. Nie umiał nic powiedzieć. Czuł się jak śmieć, wiedział jak bardzo krzywdzi brata, już dawno miał z nim o tym porozmawiać, bo jego też bolała ta odległość między nimi, ale potrzebował bodźca, którym okazała się wściekła Eliza.
W drzwiach stał czarnowłosy. Cały czas przypatrywał się zaistniałej sytuacji. Wreszcie Tom go zauważył. Wstał i podszedł do niego. Eliza bała się, że zaraz go uderzy, bo jego mina nie wróżyła nic dobrego. Jednak on przytulił go mocno do siebie i szeptał cały czas: "przepraszam". Bill odwzajemnił gest, wszyscy płakali.
Dzwonek do drzwi. Eliza otworzyła je a za nimi ujrzała poobijaną Veronikę i uśmiechającego się do niej Petera. Serce podeszło jej do gardła.
-Cześć! Możemy wejść. Chciałaś ze mną pogadać, a ja nie miałem czasu, ale przyszedłem i jestem zwarty i gotowy. - powiedział uśmiechając się ciągle.
-Ojczym? - zapytała Veronikę, która tylko przytaknęła głową. - Idźcie do salonu.
-My idziemy do ciebie, przecież mieliśmy porozmawiać. Spojrzała tylko na Toma w przelocie, który uśmiechnął się do niej, dodając otuchy.
W pokoju panował półmrok spowodowany zasłoniętymi roletami. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, nogi się pod nią ugięły.
-To o czym chciałaś porozmawiać? - zapytał. Stał naprzeciwko niej, bezczelnie wręcz patrząc jej w oczy.
-Ja... chciałam...ee.. to już nie ważne. - spanikowała. Wiedziała! wiedziała, że tak będzie.
-Teraz to nie jest ważne, ale było, więc powiedz.
-Nie... - szepnęła a na jej policzki wkradł się rumieniec, który nie uszedł uwadze czarnowłosego.
-Skarbie, powiedz mi, proszę.
-Nie potrafię. W tedy byłam taka odważna. - powiedziała. Dopiero teraz się odsunęła. Podeszła do okna i oparła się o parapet.
-Skarbie - odwrócił ją w swoją stronę i musnął delikatnie musnął jej wargi - już dawno powinienem cię o to poprosić. Bądź ze mną.

Więc proszę Cię blisko bądź, kochaj mnie
Trwaj przy mnie, bo wokół wzburzone morze
Tylko Twoja dłoń. To stały ląd. ***
-------------------------------------ende-------------
*Witaj USA.
**Tokio Hotel - "In die Nacht"
***Krzysztof Kiljański i Kayah - "Prócz ciebie nic"

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Piękny rozdział. I Peter w końcu zauważył, że Eliza go kocha.
Przepraszam za zwłokę, Twoje nowe opowiadanie przeczytam niebawem, na razie mam urwanie głowy. Nie gniewaj się ;*

Anonimowy pisze...

Oh jakież to było romantyczne na końcu xD Ale no naprawdę! W końcu są razem, ale i tak jeszcze nie przepadam za Elizą.
Ee.. Ale zaraz, czy Veronika poszła do salonu? I została sama? Całkiem sama w domu przepełnionym Kaulitzami? Ej no może wreszcie pogadają! :] No i czemu dziewczyno piszesz tak krótko? Ja tu się cieszę że jest nowy odcinek i w ogóle skręca mnie w żołądku, bo "co się stanie" a tu taak malutko. Może zwiększysz rozmiar części? Tak ciut-ciut ;)
Jeszcze coś. Masz tego bloga na mylogu prawda? I zastanawiam się czy być na bieżąco tu na blogspot, czy tam. A i tam dodałam Cię do ulubionych :)
Całuje :*