19 mar 2008

Odcienek 9

Od dwóch godzin zdobiła sklepienie mostu. Peter chwilę przypatrywał się jej poczynania, lecz Ver poprosiła go by, poszedł do sklepu po coś do picia. Dzień był upalny.
Tak naprawdę to nie wiedziała co ma namalować. Kreśliła nieokreślone linie i kółka, przekładała na ścianę obrazy, które miała aktualnie przed oczyma.
-Skocz jeszcze po czerwony spray, bo mi się skończył. - Oznajmiła, gdy jej brat wrócił z napojem. Chłopak bez słowa odwrócił się i wrócił do miasta. W obrazie Ver przeważał kolor czerwony, sama w sumie nie wiedziała dlaczego. To nie był jej ulubiony odcień, szczerze mówiąc, nienawidziła tej barwy.
Pomimo tego, że miała jeszcze inne tony farby, nie mogła dokończyć swojej pracy. Jej zdaniem jej dzieło wołało o czerwień.
Zdjęła buty i zanurzyła stopy w rwącej rzece. Znów ogarnęła jej cisza, a ona była z tego powodu szczęśliwa. Otuliła się nią doszczętnie, nie słyszała z daleka napływającego hałasu żyjącego miasta. Całkowicie oddała się ciszy, nawet umysł pozostawiając nienaruszony, nie zbrukany żadną myślą. Tylko cisza...
-Blaubeere. - usłyszała szept.
-Cześć Kurz. - nie musiała się odwracać, aby dowiedzieć się kogo spotkała. Tylko on wymawiał jej ksywę z takim namaszczeniem, czułością. Wielu uważało, że Kurz był w niej zakochany, lecz on traktował ją raczej jak córkę, uczennice, którą musi wiele nauczyć. -Co chciałeś? - zapytała wstając. Nie miała ochoty na rozmowę z nim. Nie chciała wziąć, a on zawsze umiał w nią wmusić działkę. Za każdym razem gdy z nim rozmawiała odchodziła z narkotykami. Niezmiennie namawiał ją a ona nie potrafiła odmówić.
-Musisz od razu tak niegrzecznie. Blaubeere, ty wiesz, że jesteś wyjątkowa...
-Tak jak twoje specjały?
-Nie przerywaj... - Kurz mówił powoli, spokojnie, bez emocji, a jednak było w tej mowie coś, co kazało ci słuchać i robić to co powiedział. Miał dar przekonywania. Zapewne dlatego miał zawsze najwięcej klientów. - Posłuchaj, zawsze byłaś kimś niesamowitym. Wszystkich do ciebie ciągnęło. Wszyscy zazdrościli mi, że mam taką klietkę.
-Ale już nie masz. Słuchaj Kurz, jesteś naprawdę fajnym człowiekiem, lubię cię, ale skończyłam z narkotykami. Muszę wydostać się z domu i kogoś odnaleźć, nie mogę ćpać i już nie będę. Rozumiesz?
-Blaubeere... każdy ćpun tak mówi. Wrócisz do tego, bo jesteś jednym z nas.
-Nie umrę tak jak Crispin! Ty zresztą też już długo nie wytrzymasz.
-Tak, masz rację. Umieram. Te demony wkrótce mnie zabiją, ale ja im się nie dam. Cris im się oddał, wiesz, że je widział jak umierał. To one zabrały go.
-Masz urojenia. Umarł, bo ćpał! Dragi go zabiły tak jak zabijają ciebie! - krzyknęła, przytykając mu palec wskazujący do klatki piersiowej.
-Umieram, a ty przejmiesz po mnie interes. - Veronika spojrzała na niego z niedowierzaniem, ale on nie żartował. Mówił całkiem poważnie.
-Oszalałeś! Nigdy w życiu! Zrozum ja z tym zerwałam! - odwróciła się i odeszła. Szła szybko, przed siebie. W duchu modliła się, by spotkać po drodze Petera. Wszystkie rzeczy zostawiła przy moście, ale to teraz mało ją interesowało. Miała ochotę wyskoczyć z 10 piętra, ale nie z bólu, ale ze złości. On - wieczny ćpun, człowiek ze śmiercią na karku, śmie mówić, że jej się nie uda? Jakim prawem, chce by sprzedawała to gówno? Nie wierzyła... myślała, że Kurz nie posunie się tak daleko. Była zła, miała ochotę coś rozwalić, lecz niczego nie miała pod ręką - na szczęście.

Dzisiaj protestuję
Bo mnie nikt tu nie szanuje
Dzisiaj protestuję,
Bo każdy czepia się
Dzisiaj protestuję,
Bo się sama zaniedbuję
Dzisiaj protestuję,
Strzelę sobie prosto w łeb *

-Veronika! - krzyknął Peter starając sie ją zatrzymać. - Co się stało?
-Puść!
-Ver do cholery! - szarpał ją, starając się utrzymać. Bał się, w takim stanie mogła sobie, lub komuś, zrobić krzywdę. -Uspokój się. Co się stało?
-Ten... Wrrraaarrr! - wydała z siebie, bliżej nie określony okrzyk, przy okazji kopiąc stojącą nieopodal ławkę. - Zabiję go...
-Kogo?
-Kurza! Szmaciarz! Jak on śmiał! - krzyczała i wymachiwała rękoma.
-Usiądź i wszystko mi opowiedz. - powiedział, ciągnąc ją na ławkę, która przed chwilą miała kontakt z jej dolną kończyną.



W drodze powrotnej Eliza była nieobecna. Nie odzywała się złe, że tak długo o ukrywała, a gdy już znalazła w sobie odwagę wszystko spełzło na niczym.
Szli już tak jakiś czas, gdy ujrzała go wychodzącego ze sklepu. Ucieszyła się, myśląc, że nadarzyła się okazja.
-Peter! - krzyknęła i pobiegła w stronę chłopaka. On przystaną na chwilę, lecz zaraz ruszył. - Peter... - szepnęła gdy już go dogoniła.
-Przepraszam ale nie mam czasu. - odparł szybko.
-Ale...
-Naprawdę przepraszam. Pogadamy niedługo. Obiecuję. - powiedział i pocałował ją w policzek. Eliza stała na swoim miejscu jeszcze bardziej zdegustowana i zrezygnowana niż była. W ogóle straciła nadzieję. Co z tego, że obiecał rozmowę? - myślała - skoro ja nie będę miała odwagi.
-Tom, to ze mną jest coś nie tak, czy z nim?
-Ani z tobą, ani z nim. Posłuchaj - złapał ją za podbródek i zmusił do tego by spojrzała mu w oczy - nie udało się dziś, uda jutro. On będzie twój. Obiecuje. - oznajmił i przytulił ją do siebie, a ona wybuchła płaczem. To było głupie, tyle lat go znała, tyle kochała. Dlaczego uparła się, że dziś, że teraz? A może on nie czuje tego co ona? Co w tedy zrobi, gdy okaże się, że straciła wszystko na co tyle lat pracowała. Poza tym on niedawno zakończył związek z dziewczyną, którą kochał bardzo mocno. Może nie jest jeszcze gotowy?
Gubiła sie w tym. Sama nie wiedziała czego chce od niego i od siebie.


Dla Ciebie mógłbym zrobić wszystko
Co zechcesz powiedz tylko
Naprawdę na dużo mnie stać
Przez Ciebie wpadłem w głęboką depresję
Już teraz nie wiem kim jestem
Bo naprawdę na dużo mnie stać**

-Ci... obiecuję.
----------------------------------------ende------------------
*Chylińska - "Wieczny problem"
** Myslovitz - "Dla ciebie"

Jakby co mój e-mail: hmf@go2.pl

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Pięknie. Parę błędów się znalazło, głównie literówek, ale ogólnie mi się podobało.
Przepraszam za długą ciszę z mojej strony - nie mam internetu (teraz siedzę na kompie taty).
Pozdrawiam serdecznie!

Anonimowy pisze...

Notka jak zwykle cudna.Ahh ta Veronika ma przechlapane, już na całej linii.Myślę, że jakoś z tego wybrgnie.
Pozdrawiam.x**

Anonimowy pisze...

współczuje Veronice. Naprawdę ma źle w życiu. Mimo wszystko lubię ją najbardziej. Co do odcinka. Wspaniały. Boski. I w ogóle niesamowity. oraz bardziej podoba mi się Twoje opowiadanie. Naprawdę ;) I jeszcze. Nie wiem czemu ale jakoś nie przepadam za Elizą. Wydaje się być strasznie egoistyczna. Może się mylę, ale to zobaczy się później.
Całuje :*

Anonimowy pisze...

Zapraszam na nową część mojego opowiadania
"Czy jesteś zazdrosna o niego?"
Jeśli jesteś zainteresowana to wpadnij.

Anonimowy pisze...

Wiem, że jak ktoś ćpa, to bierze narkotyki. Ale narkotyki też mogą być w tabletkach, nie? ;)