3 lut 2008

Odcinek 5

„Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chce”

Wspólny wypad nad jezioro nie był chyba najlepszym pomysłem. Oni chcieli ją utopić. Ona chciała się opalić, a teraz miała jedną z niewielu okazji. Mimo wszystko kochała końcówkę wakacji. Wtedy świat stawał się bardziej magiczny, tajemniczy i żywy.
W jej oczach widać było niepohamowaną chęć zemsty. Choć tym razem to jej kuzyni się zemścili za pomalowanie ich farbami.
-Jesteście trupami! – Krzyczała, machając rękoma. Bliźniaki spojrzeli na siebie i wybuchli gromkim śmiechem.
-Jaaasne... – Powiedział Bill starając się uspokoić.
-Kogo ja tu widzę.... –Oznajmił czyjś głos.
-Ver!! Co za szczęście! Pomożesz mi ich zabić! Ty weź Toma, bo on jest silniejszy i nie dałabym sobie z nim rady.
-A tobie się nudzi, że chcesz ich zabić? – Odpowiedziała, całkiem poważnie czarnowłosa.
-Nieee.. A tak w ogóle to jest Tom – Eliza wskazała na swojego kuzyna.
-Veronika. – Przedstawiła się i podała mu rękę. Odwzajemnił gest puszczając oczko. – Słuchaj. Nie jestem tanią suką, która padnie ci do stóp dzięki twoim tanim podrywom. Eliza współczuje ci kuzyna.
-Tom był taki zawsze.
-Czas dorosnąć chłopcze. – Powiedziała Ver klepiąc go po ramieniu. Po chwili ściągnęła buty i wskoczyła do jeziora.
-A Peter? – Zapytała przyjaciółkę blondynka.
-Co Peter?
-No... jest z Tobą?
-Zaraz przyjdzie. – Leżała na wodzie. Dryfowała w sobie znanym kierunku. Ufała wodzie, że poniesie ją tam gdzie będzie kolorowo, gdzie sen to jawa, gdzie będzie on. Znów pod zamkniętymi powiekami widziała małego chłopca. Ten widok był jej już idealnie znany. Zastanawiała się tylko czasem, skąd taki wygląd chłopca, w końcu, kiedy widziała go po raz ostatni był noworodkiem. Teraz przed oczami miała roczne dziecko – tyle ile powinien teraz mieć. Rok... przez cały ten czas miała go przy sobie, choć był daleko. Ciągle go widziała, słyszała, czuła. Marzyłaby go przytulić, zobaczyć. Chciała go mieć – dla siebie.
Kiedy otworzyła oczy była na środku jeziora. Dopłynęła powoli do brzegu, marząc o tym by nikogo tam nie zastać. Niestety... Nie dołączyła do nich. W mokrych ubraniach usiadła na brzegu. Po chwili dosiadł się do niej Bill. Widać było, że tak samo jak ona, choć na jego twarzy często gościł uśmiech, jest zagubiony, zatracony, a może po prostu zmęczony.


Kiedyś spotkam cię,
W jakimś klubie, dyskotece
Kiedyś spotkam cię, chociaż wcale tego nie chce
(...)
Kiedyś spotkam cię
Tak zupełnie przez przypadek
Kiedyś spotkam cię
Ty zwyczajnie powiesz "cześć"*

-Coś się stało? – Zapytał. – Nie chce, żebyś uważała, że wtrącam się w twoje sprawy...
-To się nie pytaj. – Patrzyła przed siebie. Przed oczyma ciągle miała twarz chłopca. Sama nie wiedziała dlaczego. Starała się wyrzucić jego obraz z pamięci, dlatego co chwila potrząsała głową. Bezskutecznie. Jakaś wewnętrzna siła kazała jej wstać i iść. Tylko serce wiedziało dokąd. – Pójdziesz ze mną na huśtawki?
-Gdzie? – Zapytał zdziwiony. Uważał, że oboje już są za dorośli od dawna na huśtawki, czy zjeżdżalnie.
-Na plac zabaw. Jest niedaleko. – Odparła wstając. Poszedł z nią, bo cóż innego miał robić? Droga minęła im szybko, w ciszy. Gdy doszli na miejsce dziewczyna, zaczęła przyglądać się każdemu z dzieci, lecz żadne nie wyglądało tak jak widmo. Miała nadzieję, że go zobaczy... – Chodź.. – Pociągnęła go za rękę na jednego z „koników”**. Zachowywali się jak małe dzieci. Pełne radości, ciepła. Takie niewinne, niedotknięte bólem codzienności. I tak się czuli. Jak dzieci, które ślepo ufają innym, wierząc, że dostaną za to jakąś nagrodę w postaci np. lizaka.

Taki tłum jak tu
Taki szum jak tu
To tradycja stara jak świat
I o śmiech tu lżej
Więc się śmiej i śmiej
Młodszy jesteś tu o wiele lat
Karuzela, karuzela
Na Bielanach co niedziela
Śmiechu beczka i wesela
Karuzela, karuzela
Jak przyjemnie
gdy świat kręci się w koło
Świat cały - ty i ja
Ach jak przyjemnie,
Że się jeszcze tych niedzieli
Przed sobą tyle ma***

-Myślałem, że jestem za stary na taką zabawę. – Powiedział uśmiechnięty czarny w drodze powrotnej.
-Na następny raz nie myśl! Berek! – Krzyknęła uderzając go w ramię.
----------------------------ende---------------------
*Cool kids of death – Spotkam cię.
** chodziło mi o taką huśtawkę dla dwóch osób.
*** Maria Koterbska – Karuzela, karuzela. (normalnie to ja tego nie słucham, tylko, że tu mi idealnie pasowało)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Widać,że pisze Ci się lekko. Ogólnie. Notki fajne:) Ta tez. Lekko się je czyta. Podobało mi się;) A ten chłopiec to zapewne syn Veroniki. 3maj sie.

Anonimowy pisze...

Ja też mam powoli podejrzenia, co do chłopca, ale cierpliwie będę czekać na część, w której się wszystko wyjaśni :)
Podobało mi się. Lubie zabawę na placu zabaw. Wręcz uwielbiam...
Uważaj na interpunkcję ;)
Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Zapraszam na rozdział trzeci.
Wpadniesz?
Miss Nobody

Anonimowy pisze...

Hej^^
Już po przeczytaniu opisów postaci zrobiło się ciekawie.I nie myliłam się.Dodaje do elita.Pozdr;***

Nevilla