Rzekomo jestem mistrzynią... em... przekonacie się czego.
Mam nadzieje, że wzruszy was, że zapłaczecie czy coś.
"i nigdy nie chcę mówić do widzenia"
Marzyła o chwili odpoczynku. Odkąd Tom zapragnął zmienić stan cywilny, miała urwanie głowy. On oczywiście zupełnie nie przejął się tym, że to on jest panem młodym i ruszył w świat. Wszystko zostawił na głowie siwiejącej już z nerwów Elizy.
Właśnie oglądała z Veroniką kolejny dom. Czarnowłosa w ogóle nie chciała się na to zgodzić. Uważała, że głupota jest kupowanie domu, tym bardziej piętrowego, gdy za parę lat to wszystko ma się skończyć. Ona wymarzyła sobie mieszkanie, w centrum miasta. Były akurat tam piękne apartamentowce, które miały wystarczającą ilość pokoi, niestety... Tom był nieugięty.
-Ten dom jest olbrzymi. Co on chce tu jeszcze ze trzy rodziny wprowadzić? - Starała się za wszelką cenę, odciągnąć Elizę od pomysłu by kupić ten dom. Dostała od blondyna dużą kwotę, która była przeznaczona na ich nowe cztery ściany. Dokładając kilka tysięcy ze swoich oszczędności, mogła zrobić im cudowny prezent w postaci tego oto domu, niestety... przeciwko temu budynkowi uparcie protestowała jej przyjaciółka.
-Ty uparta! Tom mnie zabije, za to że dom jeszcze nie kupiony!
-To przemów temu idiocie, że starczy mieszkanie. Są też takie ze schodami jeżeli tak bardzo mu zależy na tym by biegać co rano po schodach!
-Trzymajcie mnie, bo ją skrzywdzę! - krzyknęła blondynka.
-Uspokójcie się! - głos zabrał Peter, który dopiero dołączył do siostry i dziewczyny. Tę pierwszą ucałował w policzek na przywitanie, a drugą pociągnął za rękaw do innego pomieszczenia. - Tęskniłem. - Mruknął przytulając się do dziewczyny.
-Ja też, choć nie widziałam Cię tylko parę godzin. - Odpowiedziała uśmiechając się. Jedną ręką głaskała go po plecach, a druga mierzwiła jego za długie włosy. Uśmiechnęła się do niego, on ucałował ją w nos i wyszli trzymając się za ręce.
-To jak Ver, podoba ci się ten dom? Bo mi bardzo... - powiedział Peter. On także miał już dość tych poszukiwań, za każdym razem gdy miały obejrzeć nowy dom, on był ciągnięty przez nie.
-Jest za duży... Peter, pogubię się w nim, poza tym tu mają mieszkać na co dzień trzy osoby. No chyba, że chłopaki wrócą z terasy to w cztery lub pięć, nie wiem jak Bill.
-E tam... Mi się podoba. Bierzemy! - Rzekł pełen entuzjazmu.
-Czy ja wiem... Peter ten dom jest strasznie drogi...
-Ver, Toma stać na taką chałupę! Daj spokój... Chyba nie chcesz mieszkać w dziurze, mając tak kasiastego męża.
-Ale...
-Och! Przymknij się! - krzyknął i zostawił siostrę samą.
Nie oglądała się za siebie. Szła coraz szybciej, jakby chcą uciec od szeptów ludzi. Niestety coraz częściej widziała ludzi, którzy rozmawiali ze swoimi znajomymi.
-Taki młody... słyszałam, że był narkomanem. Każdy tak kończy. - Słyszała co chwilę, z ust coraz to starszych od niej ludzi. Prawie dobiegła do nekrologów. Szukała spanikowana odpowiednich liter, w duchu modląc się, o to by ich nie znaleźć... niestety.
Lukas Teufel
Lat 20
Zmarł 21.05.
Pogrzeb odbędzie się...
Nie widziała nic więcej. Obraz zamazał jej się przed oczyma, zaczęło kręcić jej się w głowie, odgłosy ulicy dochodziły do niej z opóźnieniem, a przecież znajdowała się w centrum miasta.
-Kurz, nie! - krzyknęła, bijąc nekrolog. Łzy ciekły jej po policzkach, zostawiając na jej twarzy czarne smugi. Osunęła się na chodnik, lecz nikt z przechodzących ludzi nie zwrócił na nią uwagi. - Kurz... - szeptała jak w gorączce. Zamknęła oczy i zacisnęła mocno pięści. - Kurz... - powiedziała po raz ostatni. Siedziała tak parę chwil. Nic nie mówiąc, nie dając żadnego znaku życia. Jakaś część niej umarła razem z jej przyjacielem. W głowie miała pustkę, a jej serce rozrywanie było na miliony kawałeczków, za każdym razem gdy pomyślała o tym, że go nie ma, że nie była przy nim w tej ostatniej chwili. Tak bardzo chciała mu pomóc, nie tylko wyjść z nałogu, ale również odnaleźć siebie. Teraz nie miała już nikogo poza Peterem. W tej chwili odszedł i on. Jak powiedział kiedyś, gdy Ver była jeszcze narkomanką: "Kiedyś będę znów z Crispinem palić marihuanę, na wiecznie zielonych od trawki polach." Tak, teraz będą palić ją znów razem...
Wstał i odszedł bez pożegnania
Miesiąc później słuchaliśmy już kazania
To był mały pogrzeb wielkiego człowieka
Który nieustannie na coś czekał
(...)
Przed śmiercią napisał czy to była moja wina
Że przedstawienie tak szybko się zaczyna
Zabrali mi słońce pierdolone słońce
Tak radosne i tak gorące*
Na pogrzebie była tylko ona. Nikt z jej starych znajomych nie raczył się zjawić. Wszyscy jakby zapomnieli o tym, że jeszcze kilka dni temu rozmawiali z Kurzem. Była tylko ona, jego najwierniejsza przyjaciółka. Stała wpatrując się w drewnianą trumnę, która znajdowała się w wielkim dole wykopanym przez koparkę. Nikt nie zafundował mu pogrzebu na jaki zasługiwał. Otarła łzę i wskoczyła do dołu. Dotknęła polakierowanego drewna, było takie zimne, jak teraz zapewne ciało bruneta. Tak bardzo żałowała, że nie mogła się z nim pożegnać. Był dla niej kimś więcej niż dealer`em, był jej przyjacielem, bratnią duszą. Człowiekiem z narkotyczną przeszłością, ostatnim z jej paczki... jej osobistym Crispinem.
Wyjęła z kieszeni paczuszkę, wypełnioną po brzegi marihuaną, którą tak bardzo uwielbiał.
-Żegnaj... - szepnęła wysypując zawartość foli na drewno, po czym wyszła z dołu i wybiegła z cmentarza, a za nią powolnym krokiem ruszył Peter, który do tej pory stał niedaleko w ukryciu.
bardzo dobrze jest słyszeć twój głos mówiący moje imię
on brzmi tak słodko
pochodzi z ust anioła
słyszenie tych słów to mnie osłabia
i nigdy nie chcę mówić do widzenia**
___
*Nagły Atak Spawacza - "Cmentarna brama" (jedna z 2 najpiękniejszych piosenek HH)
**Hinder - "Lips of an Angel"
-Kurz, nie! - krzyknęła, bijąc nekrolog. Łzy ciekły jej po policzkach, zostawiając na jej twarzy czarne smugi. Osunęła się na chodnik, lecz nikt z przechodzących ludzi nie zwrócił na nią uwagi. - Kurz... - szeptała jak w gorączce. Zamknęła oczy i zacisnęła mocno pięści. - Kurz... - powiedziała po raz ostatni. Siedziała tak parę chwil. Nic nie mówiąc, nie dając żadnego znaku życia. Jakaś część niej umarła razem z jej przyjacielem. W głowie miała pustkę, a jej serce rozrywanie było na miliony kawałeczków, za każdym razem gdy pomyślała o tym, że go nie ma, że nie była przy nim w tej ostatniej chwili. Tak bardzo chciała mu pomóc, nie tylko wyjść z nałogu, ale również odnaleźć siebie. Teraz nie miała już nikogo poza Peterem. W tej chwili odszedł i on. Jak powiedział kiedyś, gdy Ver była jeszcze narkomanką: "Kiedyś będę znów z Crispinem palić marihuanę, na wiecznie zielonych od trawki polach." Tak, teraz będą palić ją znów razem...
Wstał i odszedł bez pożegnania
Miesiąc później słuchaliśmy już kazania
To był mały pogrzeb wielkiego człowieka
Który nieustannie na coś czekał
(...)
Przed śmiercią napisał czy to była moja wina
Że przedstawienie tak szybko się zaczyna
Zabrali mi słońce pierdolone słońce
Tak radosne i tak gorące*
Na pogrzebie była tylko ona. Nikt z jej starych znajomych nie raczył się zjawić. Wszyscy jakby zapomnieli o tym, że jeszcze kilka dni temu rozmawiali z Kurzem. Była tylko ona, jego najwierniejsza przyjaciółka. Stała wpatrując się w drewnianą trumnę, która znajdowała się w wielkim dole wykopanym przez koparkę. Nikt nie zafundował mu pogrzebu na jaki zasługiwał. Otarła łzę i wskoczyła do dołu. Dotknęła polakierowanego drewna, było takie zimne, jak teraz zapewne ciało bruneta. Tak bardzo żałowała, że nie mogła się z nim pożegnać. Był dla niej kimś więcej niż dealer`em, był jej przyjacielem, bratnią duszą. Człowiekiem z narkotyczną przeszłością, ostatnim z jej paczki... jej osobistym Crispinem.
Wyjęła z kieszeni paczuszkę, wypełnioną po brzegi marihuaną, którą tak bardzo uwielbiał.
-Żegnaj... - szepnęła wysypując zawartość foli na drewno, po czym wyszła z dołu i wybiegła z cmentarza, a za nią powolnym krokiem ruszył Peter, który do tej pory stał niedaleko w ukryciu.
bardzo dobrze jest słyszeć twój głos mówiący moje imię
on brzmi tak słodko
pochodzi z ust anioła
słyszenie tych słów to mnie osłabia
i nigdy nie chcę mówić do widzenia**
___
*Nagły Atak Spawacza - "Cmentarna brama" (jedna z 2 najpiękniejszych piosenek HH)
**Hinder - "Lips of an Angel"
2 komentarze:
smutne bardzo :( to straszne, stracić przyjaciela...
i coś mi się wydaje, że ten cały ślub nie wyjdzie na dobre.
wybacz za długą nieobecność ;*
ślicznie piszesz. świetne opisy, dialogi i ta akcja, która ...
... trzyma w niepewności. ^^ [www.danceislife-th.blog.onet.pl ]
Prześlij komentarz