5 maj 2008

Odcinek 13

Für Aktina. Za natchnienie w postaci kilku zdań na blogu.


"Zaciskam pięść,aby nie powiedzieć wszystkich słów."

Trzaśnięcie drzwi. A potem długa chwila ciszy, która została przerwana kolejnym uderzeniem. Następnie po domu rozniosła się głośna, dudniąca muzyka. Ktoś wrócił wściekły i musiał się wyładować. Tom nie musiał się podnosić z sofy, by wiedzieć kto miał tak ponury nastrój. Policzył do dziesięciu i wstał. Znów odliczył do dziesięciu i nacisnął klamkę. Jego brat klęczał na podłodze i uderzał w nią z całej siły. Furia. Dawno nie był w takim stanie. Blondyn przełknął głośno ślinę, bał się, bo w takim stanie Bill mógł zrobić wszystko i był nie do zatrzymania.
-Bill? - zapytał cicho.
-Tom, proszę wyjdź. Muszę zostać sam.
-Ale..
-Wyjdź! - wrzasnął, rzucając w brata butem. Chłopak natychmiast wycofał sie z pomieszczenia. Był totalnie zdezorientowany.
-Jesteś chory, Bill. Najpierw narzekasz, że się Tobą nie przejmuję, a potem rzucasz we mnie butami. Idiota. - rozmyślał nad postępowaniem swojego brata, którego w ogóle nie rozumiał.

Ty myślisz, że będę płakać
Ciągle krzyczysz coś
a w mych żyłach nie ma łez tylko złość
Zaciskam pięść,
aby nie powiedzieć wszystkich słów*



Łomot tłuczonego szkła. Jak poparzony wpadł do kuchni i zobaczył siostrę zbierająca resztki talerza.
-Zostaw. Posprzątam. - Szepnął, klękając przy niej.
-Nie, ja sama. Wszystko już za mnie robisz. - Powiedziała. Złapała za kawałek szkła a po chwili po jej dłoni płynęła krew. - Cholera!
-Już wiesz dlaczego wszystko robię za ciebie? Pokaż to. - Dziewczyna od niechcenia podała mu dłoń. Zbadał ranę okiem znawcy i włożył pod zimną wodę a sam udał się do łazienki po plaster. - No, udało się, pacjentka uratowana. - Obydwoje wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. - Dobra a teraz mów co cię tak zdenerwowało? - Veronika spojrzała na swoje dłonie i dłuższą chwilę nie odpowiadała. Wydawało się, że szuka określenia, nazwy rzeczy, bądź w tym przypadku osoby, która doprowadziła ją do takiego stanu.
-Bill. - Powiedziała, prawie nie otwierając ust.
-Kuzyn Elizy? - dziewczyna przytaknęła - Co ci zrobił?
-To moja wina. Ja... ja wiedziałam, że tak będzie. Nie potrzebnie zaufałam i mam za swoje. Jaka ja jestem głupia! - krzyknęła i uderzyła z pięści w blat stołu a herbata, która stała w kubku wylała się.
-Poczekaj, bo nie rozumiem.
-Powiedziałam mu o Lexie. I o wszystkim, o narkotykach, tacie, Crispinie, ojczymie. O wszystkim! A on uznał mnie za dziwkę! Ja wiedziałam! Rozumiesz Peter, wiedziałam! - chłopak złapał ją za ramiona i mocno nią potrząsnął.
-Uspokój się! Spójrz na mnie. - Dodał, gdy dziewczyna odwróciła głowę. - Dobrze, że komuś o tym powiedziałaś, choć myślałem, że będzie to Eliza. On zrozumie, daj mu trochę czasu.
-Niech się wypcha! - Oznajmiła i wyszła z kuchni. Peter pokręcił tylko głowa i dołączył do siostry.

No i co? Gdzie mój gniew?
I duma jest?
No i co? Dlaczego znowu poniżam się? **

Siedziała oparta o łóżeczko. Nie wiedzieli czy będzie dobre, ale to był jakiś zalążek jej syna. Podszedł do niej i przytulił ją. Ucałował delikatnie czubek jej głowy a ona odwróciła się i wtuliła się w brata z całych sił.
-To tak boli, Peter. - Zamknął oczy. Nie mógł teraz płakać. Nie przy niej! Przecież on ma być dla niej podporą, nie może się teraz tak po prostu rozryczeć. - Mimo że wiedziałam. Dlaczego mnie to spotyka?
-Nie wiem, ale już wiele mamy za sobą i teraz czeka nas tylko dobro.
-Jasne. Peter z kwiatka spadłeś! Nie odzyskam Lexa, bo nie wiem gdzie on może być! Nigdy go nie znajdę! - zawyła. Nie umiała opisać tego bólu ani pogodzić się z nim. Za bardzo pragnęła...
-Przestań! Musimy pojechać do Monachium. Nie oddali go do adopcji, przecież w liście napisałaś, że go odbierzesz. Masz jeszcze prawa rodzicielskie!
-Och... wierzysz w to? Bo ja nie! Peter on zapewne ma już nową kochającą rodzinę. - Strzelił jej w twarz. Dziewczyna złapała się za policzek i nie dowierzała. Co prawda nie raz biła się z bratem, ale nie spodziewała się tego.
-Obudź się wreszcie z tego letargu. Nie wiem kto ci założył te czarne okulary, ale zdejmij je! Od ciebie zależy czy go odzyskamy! Rozumiesz obudź się do jasnej cholery! Jak dojrzejesz do bycia matką i do wali o syna powiedz mi. Będę u Elizy. - Oznajmił i wyszedł, a Ver ciągle trzymała się za lewy policzek, który piekł niemiłosiernie.

---------------ende-----------------
* "Nie zaufam ci już" - piosenka mojego autorstwa.
** "Lepszy czas" - O.N.A.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

jak miło.
Dziękuję, już za to pierwsze zdanie x)
A teraz idę się wczytać x)
~ aktina. (komentuję jako anonimowy, nie umiem inaczej ;/)

Anonimowy pisze...

Fuck.
Niech się Bill idzie leczyć. Oh, współczuć Tomowi, że ma takiego brata.
~
Dobrze, że się dziewczyna ie wykrwawiła. Rozcięta dłoń to poważny problem. Ale została uratowana xD (- wali mi dzisiaj xD)
~
Ostre to było. Zwykle jak mnie walą w policzek to oddaje, a potem siedzę u dyrektora, ale to już inna historia xD

Jakiś taki chaotyczny komentarz.
Pozdrawiam ;*
~aktina.

Anonimowy pisze...

Piękny rozdział. Jeden z lepszych. Tyle w nim emocji, uczuć...
Ściskam ;*