13 kwi 2008

Odcinek 11

Ten odcinek dla Veroniki. Chyba najpiękniejszy. Dużo się wyjaśni, chyba.
P.S. Zakochałam się w "nowym" Peterze. Mrrr ale ciacho! :P

"Nie pozwolę Ci się bać"

Siedziała w wygodnym fotelu popijając kolę. Starała się nie patrzeć na bliźniaków, a to było trudne, bo oni wpatrywali się w nią nie mrugając nawet. Irytowało ją to, ale takie sytuacje zdarzały się zawsze po ataku ojczyma.
-Może przynieść ci lodu? - zapytał Bill. Był przerażony obecnym wyglądem dziewczyny, ale także ciekawy dlaczego teraz tak wygląda.
-Nie trzeba. - spojrzała za okno. Niebo przybrało odcień dojrzałej pomarańczy. Tylko nocne, bezgwiezdne niebo wyglądało jej zdaniem ładniej. W ogrodzie na przeciwko dzieci jeszcze bawiły się w piaskownicy. Właśnie teraz myślała o chłopcu. Chciała go mieć przy sobie, tylko dla siebie.Jego imię i płacz cały czas odbijały się o sklepienie mostu. Dlatego tak bardzo kochała tamto miejsce. Idealnie pamiętała dzień gdy zaniosła go do domu dziecka, choć tego nie chciała. Zostawiła kartkę z podstawowymi informacjami i krzyżyk, który dawno temu dostała od ukochanej babci. Ten mały był dla niej wszystkim i obiecała sobie, że kiedyś go odzyska, że będą razem - na zawsze.
Nie spodziewała się, że wspomnienia te wywołają u niej wybuch łez. Przecież tyle razy wspominała go. Bill chciał coś powiedzieć, ale właśnie do salonu wszedł Peter.
-Ver... - szepnął, klękając przy siostrze.
-Chodźmy stąd, proszę. - Nie mówiąc nic podał siostrze rękę i pomógł jej wstać. Bez słowa opuścili dom.
-Peter.
-Tak?
-Powiedz mi, że on będzie z nami. - poprosiła łamiącym się głosem. Brat spojrzał na nią, złapał ją za podbródek i zmusił do spojrzenia w oczy.
-Poruszę niebo i ziemię, wymorduję wszystkich ludzi na ziemi jeżeli to będzie konieczne do tego by był z nami. - Veronika wtuliła się w bruneta z całej siły.
-Dziękuję. - szepnęła przez łzy.
-Dla ciebie wszystko. Chodź miałem ci coś pokazać.

Że jestem
Kiedy zechcesz
Popatrz za siebie
Tam zobaczysz mnie
Nieważne gdzie jesteś
Kiedy się mnie złapiesz
Ja Cię będę trzymał *

Szli w ciszy napawając się swoją bliskością. Nie wyglądali jak rodzeństwo a jak para. Przytuleni co chwila szeptali sobie do ucha "kocham cię". Kiedyś częściej pozwalali sobie na takie czułości. Teraz gdzieś to uleciało, choć i tak powtarzali sobie te słowa bardzo często.
Ich kroki odbijały się echem o opustoszałe ulice. Zatrzymali się przed jednym z bloków. Peter wyjął z kieszeni chusteczkę i zawiązał nią oczy siostrze.
-Nie bój się. - objął ją mocniej i prowadził po schodach. Gdy znaleźli się przy drzwiach zdjął jej opaskę z oczu. - Otwórz drzwi. - poprosił a ona niepewni nacisnęła klamkę. Weszli do środka.
Stali w wąskim przedpokoju, a po prawo mieli drzwi, przez które chwilę potem przeszli. Za nimi znajdowała się mała kuchnia. Była ona urządzona, tak jak niebieska łazienka znajdująca się po lewo czy dwa pokoje będące na przeciwko. Mieszkanie wywarło na Veronice niesamowite wrażenie.

Kiedyś znajdę dla nas dom
Z wielkim oknem na świat
(...)
Nie pozwolę Ci się bać
Kiedyś wszystkie czarne dni
Obrócimy w dobry żart
(...)
Teraz śpij... **

-Znalazłem pracę. - oznajmił Peter siadając na kanapie w jednym z pokojów. Czarnowłosa spojrzała na brata zdziwiona - W sklepie. Nic ci nie mówiłem, bo musiałem najpierw znaleźć mieszkanie. I proszę, dziś mi się poszczęściło. - podszedł do siostry i objął ją mocno - Teraz znajdziemy Lexa i wypełnimy tę pustkę. - Ver wtuliła się w brata naprawdę mocno i krzyczała mu do ucha:
-Kocham cię! Kocham cię! Kocham cię! - nie umiała opisać swojego szczęścia. Kiedy już się opanowała puściła brata i podeszła do okna. Peter objął ją od tyłu i szepnął:
-Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość... - po czym puścił ją i poszedł do kuchni. W drzwiach dopowiedział tylko:
-Jestem z Elizą. - W tej samej chwili dało się słyszeć nieopisany krzyk radości, który wydała z siebie Veronika. "Nareszcie zaczyna się układać" - pomyślała.


------------------------------------ende--------------
*Tokio Hotel - "An deine seite(ich bin da)"
**Varius Manx - "Piosenka księżycowa"

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

O jaa, jak pięknie. I ta więź między Ver i Peterem. Bosko, kochana. A piosenkę "An deiner seite" uwielbiam po prostu.
U mnie BezWen trwa. Tak dla odmiany ^^ Znaczy, mam Wenę, ale oczywiście nie na "Anioła". Staram się, uwierz mi, ale uważam, że moi Czytelnicy zasługują na coś lepszego niż to, co teraz mi wychodzi spod pióra (konkretniej - długopisu).
Pozdrawiam ;*

Anonimowy pisze...

Masz dwa blogi? Jeden tutaj, a drugi na mylogu? Bo dopiero teraz zauważyłam xD

Anonimowy pisze...

Thx za komentarz na milosc-w-rozmiarze-xl :) OFC że będę Cię informować i czuję cos, że będę czytać Twoje opowiadanie :)
Tak więc zabieram się za początkowe notki :) A jak skończę, to z pewnością napiszę dłuuuugi i nudnyyy komentarz xD
Buziaki

Lady Cinnamon

Anonimowy pisze...

nie umiem tu komentowac ;/ wczoraj pisałam ale się nie pojawił
~aktina.

Anonimowy pisze...

moja droga, kiedy coś nowego?
~aktina.