27 kwi 2008

Odcienek 12

Brak weny, bo wykańcza mnie: córka śmierci
Nazwijmy to moją powieścią. O!
Lecz piszę coś, bo Veronika to niespełniona, idealna ja. Chociaż na papieże będę taka jak chcę.

"Dlatego czasem warto żyć..."
Chodziła po placach zabaw, wierząc, że go znajdzie. Odwiedzała domy dziecka w poszukiwaniu Lexa. Sierociniec, w którym go zostawiła przestał istnieć jakiś czas temu. Bała się... Przecież obiecała sobie i jemu, że go odnajdzie! Nie może zawieść.
-Cześć. - usłyszała czyjś głos za sobą. Odwróciła się i zobaczyła ciemnowłosego chłopaka. Uśmiechał się do niej serdecznie, więc ona odwzajemniła gest, choć zrobiła to bardzo niechętnie. Zbyt wielki ból przyćmił jej umysł, jej serce. Myśl, że mogła stracić syna na zawsze nie dawała jej spokoju. Nie mogła na to pozwolić. Był jedyną osobą, poza Peterem, która jej została.
-Hej. Co cię tu sprowadza? - Potrzebowała towarzystwa, ale raczej kogoś wtajemniczonego w całą sprawę. Nie miała nikogo takiego oprócz brata, który właśnie był w pracy.
-Spaceruję. Lubię ten plac, od tamtej chwili, gdy spędziliśmy tu całe popołudnie. A ty?
-Szukam... - odparła wymijająco. On nie mógł wiedzieć, nikt nie miał prawa się dowiedzieć. Przynajmniej do czasu aż odnajdzie syna.
-Kogo? - wiedziała, że będzie pytał dalej, a ona nie chciała odpowiadać na to pytanie, ani na żadne inne, które by coś podpowiedziało ludziom.
-Nie chce o tym mówić. To długa historia, bardzo bolesna historia. - dodała widząc, że czarnowłosy chce coś powiedzieć.
-Nie chce się narzucać, ale uważam, że powinnaś to komuś powiedzieć.
-Wiem, ale nie umiem o tym mówić.
-Język zawsze rozplątuje się przy dobrym piwie. - powiedział z uśmiechem.
-Znam idealne miejsce na tę opowieść, ale czy taka gwiazda będzie pić piwo jak żul?
-Prowadź.

Eliza krzątała sie z radością po domu. Ostatnie dni były dla niej wyjątkowe. Jakoś przestała zauważać, to że bliźniaki za kilka dni wyjeżdżają.
-Coś ty taka szczęśliwa od kilku dni? Myślałem, że mi powiesz, ale widzę, że muszę sam to z ciebie wyciągać. - powiedział Tom. Stał oparty o futrynę drzwi kuchennych. Blondynka szykowała właśnie jakiś speciał.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła, kochany kuzynie. - podeszła do niego i wytarła w jego śnieżnobiałą koszulkę swoje brudne ręce.
-Ej! Brudasie! Coś ty zrobiła!
-Teraz wyglądasz jak człowiek. - dziewczyna dusiła się ze śmiechu.
-Zabiję cię!
-Ty mnie już parę lat mordujesz. Coś ci nie wychodzi.
-To przez Billa, bo on ma jakieś dziwne sentymenty.
-Jasne, jasne. Najlepiej zgonić na młodszego.
-Eliza...
-Co?
-Obrażę się na ciebie. - odparł blondyn całkiem poważnie. Dziewczyna spojrzała na niego i wybuchła śmiechem.
-Ale ja i tak cię kocham. - oznajmiła i wyszła do ogrodu.
Była niesamowicie szczęśliwa. Gdyby tylko mogła zatrzymać przy sobie kuzynów nieco dłużej, ale wiedziała, że to niemożliwe. Mieli swoje obowiązki i tak wiele dla niej zrobili. Zrezygnowali z pobytu w domu rodzinnym dla niej, a przecież tak rzadko w nim przebywali. Dziękowała im za to, była wdzięczna im, że poświęcili jej swój czas. Bez nich wydawało jej się, że życie jest nic nie ważne, za dużo udawała, że jest szczęśliwa. Przy nich nie musiała, nie umiała. Tylko w ich obecności wierzyła, że życie jest pięknie, że istnieje szczęście, a radość gościła cały czas w jej sercu.

Teraz jestem duży i wiem,
że w życiu piękne są tylko chwile,
dlatego czasem warto żyć,
dlatego czasem warto żyć...

W życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile,
w życiu piękne są tylko chwile,
tylko chwile *

-Eliza! Wiesz gdzie jest Bill?
-Nie! - odkrzyknęła kuzynowi. Teraz czarnowłosy jej nie interesował. Och... bywała egoistyczna. Bracia Kaulitz też. Szczególnie Bill, bo niby kto jej tego nauczył. Chyba nie muszę mówić.

Siedzieli pod mostem. Spokojnie pili piwo, żadne z nich się nie odzywało.
-Wiesz, jesteś pierwszą osoba, oprócz Petera, która poznała to miejsce, a nie jest z drugiego świata Dachau.
-Nie rozumiem? Jakiego drugiego świata?
-Narkomanów. - słowo to zabrzmiało w jej ustach jak czarno-magiczne zaklęcie.
-Brałaś?
-Ach... mówiłam, że to długa historia. Tak, brałam, ale o tym później. Mam jedną prośbę, nie przerywaj mi. - chłopak tylko kiwnął głową. - Postaram się to skrócić, bo byśmy tu z trzy lata siedzieli. Więc... jakieś trzy lata temu ojciec spakował się i wyszedł. Wcześniej zostawił klucz na stole. Ja i Peter pytaliśmy go co się dzieje, ale on nie udzielił nam wiadomości. Matka piła. Potem poznała faceta. Wszystko wydawało się ok, szybko z nami zamieszkał. Kiedy ojciec odszedł, poznałam kilka osób. Zawsze kręciłam się w podejrzanym towarzystwie, dlatego matka zawsze mówiła, że jestem gorsza. Ciągle powtarzała: "Dlaczego nie jesteś jak Peter, to taki dobry chłopak. Co z ciebie wyrośnie. Zwykła dziwka." Zaczęłam palić marihuanę. Brat starał się mnie odciągnąć, ale ja wolałam towarzystwo Crispina. Można by rzec, że był moją miłością, ale on zmarł na moich oczach. Dragi... - przerwała na chwilę. - To był dla mnie ciężki cios. Ćpałam, zadawałam się z różnymi osobami. Potem zerwałam z tym, okazało się, że jestem w ciąży. Urodziłam i oddałam dziecko do domu dziecka, musiałam... nie przeżyłoby. Jego ojciec... mój ojczym zabiłby go.Po szkole chodziły plotki, że puszczam sie z ojczymem, ale to nie prawda... Teraz szukam Lexa, mam za co go utrzymać. To wszystko. - nie powiedziała mu wszystkiego. Czuł do niej odrazę.
-Aha... - tylko tyle mógł powiedzieć. Ona czuła, że uważa ją za dziwkę, och... nie myliła się.

Moje ciało to rzecz
Moja radość - jeden dźwięk
Zamknę oczy, aby schować się
Moje życie to wiatr
Z moim cieniem jestem sam

Twoja twarz oznacza, że wiesz
Coś z czym nikt nie godzi się
Dziwny sen
Na ścianie plama krwi
Białe światło
Chcę do niego iść**

-Wiem, co o mnie myślisz. Wiedziałam, że tak będzie. - odparła wstając. - Czułam, że będziesz myślał, że jestem zwykłą dziwką, która puszczała się z ojczymem. Nie wiesz wszystkiego. On mnie gwałcił. - dodała i zostawiła zdziwionego Billa samego.
----------------------ende----
* Dżem - "W życiu piękne są tylko chwile"
** Myslovitz - "Margaret"

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Bill uczy egoizmu. Oj nie ładnie, że tak wszystkich zaraża tą złą cechą charakteru. Ale i tak jest słodki <3
~aktina.

Anonimowy pisze...

ojczym? no nie spodziewałam się naprawdę. co za palant, zaszokowałaś mnie jak cholera. po prostu nie wiem co powiedzieć. i bill. mam nadzieje ze jednak zmieni zdanie co do Ver. Przecież ona ma strasznie ciężko w życiu i to dlatego 'taka' jest. ciekawe co z tym Lexem. znajdzie go prawda?

Anonimowy pisze...

a jednak syn.
uwielbiam ;*

Anonimowy pisze...

czekam na nowy x)
i pozdrawiam
~aktina.

Anonimowy pisze...

no i czekam, czekam x)
~aktina.