12 lut 2008

Odcinek 6

"Pozwól nam się palić, dopóki nie zatoniemy"

Kochała deszcz. Nie potrafiła usiedzieć w domu kiedy padał. Ze słuchawkami od mp3 w uszach przemierzała wymarłe ulice. Kochała to miasto nocą, szczególnie obrzeża. Były ciche, spokojne, martwe, a jednak gdzieś w najciemniejszych zakamarkach, w piwnicach tętniło życie. Znała je doskonale, każdy szczegół. Najpierw wypad do klubu, kilka piw ewentualnie drinków, lub kieliszków czystej. Czysta, soczysta impreza. Czasem jakiś skręt - często, znała dokładnie miejsca i czas spotkań narkomanów. Byli jej wybawcami, a raczej ich towar był jej spowiedzią, wydawało jej się, że wyczyszczają jej dusze, że zmazują wszystkie grzechy, winy, całą nienawiść i gorycz. Teraz wiedziała, że to kłamstwo. Zmieniła się, lecz pamiętała tamto życie tak idealnie, jakby znowu szła w poszukiwaniu narkotyków, w wódki i zabawy. Jakby nigdy tego nie zostawiła, jakby to było ciągle jej życie, a jednak.
W uszach dudniła jej muzyka. Teraz nie istniała dla nikogo. Nawet dla Petera. Zastanawiała się, po raz pierwszy od bardzo dawna nie nad chłopcem. Zatrzymała się przed starą kamienicą. Spojrzała na metalowe drzwi, które w ogóle nie pasowały do całości. Przymrużyła oczy zastanawiając się po co tam przyszła. Odwróciła się na pięcie z zamiarem odejścia. Nie mogła, wiedziała, że zastanie tam coś, że znajdzie tam odpowiedź. Tylko na jakie pytanie, przecież zadawała ich sobie całe mnóstwo? Podeszła do drzwi i przyłożyła w nie z pięści. Czekała dłuższą chwilę, ktoś niesamowicie guzdrał się z otworzeniem. Nie dziwiła się zawsze, każdy kto przychodził o tej godzinie był podejrzany. W końcu klub ten był nielegalny i pełen handlarzy prochem.
-Blaubeere? - zapytał z niedowierzaniem chłopak z wielokolorowym irokezem.
-Heja Pfau* wpuścisz mnie? - nic nie powiedział, tylko przesunął się a następnie zamknął drzwi. Dziewczyna rozejrzała sie po pomieszczeniu. Jak za dawnych czasów po lewo stał bar, a przy nim siedzieli, a raczej leżeli schlani, napalieni faceci. Na parkiecie tańczyły panienki do wzięcia, na które półprzytomnym wzrokiem patrzyli ci spod baru. Dalej było kilka stolików, jak zawsze zapełnionych przez ćpunów, którzy właśnie szykowali kompot. Podeszła do baru i zamówił piwo. Wzbudzała sensacje wśród starych pracowników, jej dawnych znajomych. Spojrzała po raz ostatni na grupę narkomanów, wolała nie myśleć, że jakiś czas temu siedziała tam z nimi i paliła trawę.
-Blaubeere co za niespodzianka. Co cię do nas sprowadza? - odwróciła się i zobaczyła starego znajomego, człowieka który prowadził cały ten syf.
-Nic specialnego. Szlajałam się i wpadłam odwiedzić stare progi.
-Oczywiście. - oznajmił blondyn i przysiadł się do niej i położył jej rękę na kolanie. Zareagowała natychmiast: złapała go za dłoń i wykręciła do tyłu.
-Nie jestem twoją prywatną dziwką, Simon - warknęła, wbijając mu paznokcie w nadgarstek. Minęło tyle czasu, a ona nadal tam rządziła, nim rządziła. Czuła to, czuła od niego strach na kilometr. Wstała z zamiarem wyjścia z tego burdelu, była zdegustowana myślą, że zmarnowała tu czas i pieniądze - w końcu nic nie odkryła, żadne jej pytanie nie uzyskało rozwiązania. Nagle poczuła uderzenie, upadał.
-Uważaj jak chodzisz, skurwysynie! - wrzasnęła, podnosząc się z podłogi. Podniosła wzrok i krew ją zalała. - Ty... - szepnęła. Miała ochotę go zabić, wykastrować. On był na haju, nie wiedział kim jest Veronika, ona wiedziała, aż za dobrze, za bardzo pamiętała.
-Co chcesz słoneczko? - zapytał, przytulając się do niej. Odepchnęła go i splunęła mu prosto w twarz. Uciekła...

Siedziała przed telewizorem w salonie. Ona jako jedyna z ich trójki nie spała. Bliźniaki zajęli całą podłogę i zabrali wszystkie poduszki. Uśmiechnęła się pod nosem patrząc na nich. Wyglądali jak małe dzieci: skuleni, przytuleni do siebie. Tacy niewinni, delikatni. Kto by pomyślał, że w rzeczywistości są diabłami wcielonymi? Na pewno nikt. Wyłączyła telewizor i wpatrywała się w ciemność. Było jej w tym momencie niesamowicie dobrze, brakowało jej tylko jednego człowieka do pełni szczęścia - Petera. Sama do końca nie wiedziała od kiedy i jak. Po prostu za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Takie niesamowite, nie opanowane, nie realne. Zastanawiała się czy powiedzieć, jak on zareaguje, co czuje. Zawsze rezygnowała. Miała szczęście na wyciągnięcie ręki, mogła posiadać to o czym marzyła od tylu lat, lecz lęk, że straci wszystko ją przerastał. Opanował ją doszczętnie, każdy jej fragment. Nie mogła nic stracić, ona chciała tylko zyskać.

1,2,3
Jesteśmy już tylko we dwoje
4, 5, 6
Ej, zaczarowałeś mnie
Marzy mi się tysiąc stopni zamiast zimnego czasu
to byłoby takie piękne, gdybyś już dziś stąd nie poszedł
robi się coraz zimniej, musi być już późno.
Nie mogę już po prostu patrzeć na ten biegun północny.
Oddaj z powrotem moją siłę, bo inaczej zamarzam
biegnij, no biegnij, nam już nikt tu nie pomoże
złam ten lód, który otacza moje serce
chodź i uratuj mnie, chodź i uratuj mnie
1, 2, 3
teraz jesteśmy już tylko my dwoje
4, 5, 6
ej, zaczarowałeś mnie
7, 8, 9
pożałujesz, jeśli teraz pójdziesz
rozpal moje życie, rozpal moje życie
daj mi gorączkę
rozpal moje życie, rozpal moje życie
to już nie jest gra.
ogień ma dziś nie zgasnąć,
pozwól nam się palić, dopóki nie zatoniemy
idzie ranek, wstaniemy
z popiołu, który daje nam ciepło
oddaj mi z powrotem moją siłę, bo inaczej zamarzam
biegnij, no biegnij, nam już nikt tu nie pomoże
złam ten lód, który otacza moje serce
chodź i uratuj mnie, chodź i uratuj mnie
chodź, no chodź, no chodź
ty Wiesz, że chcę cię tu i teraz
i zawsze tylko z tobą
1, 2, 3
teraz jesteśmy już tylko my dwoje
4, 5, 6
ej, zaczarowałeś mnie
7, 8, 9
pożałujesz, jeśli teraz pójdziesz
1, 2, 3
teraz jesteśmy już tylko my dwoje
4, 5, 6
ej, zaczarowałeś mnie
7, 8, 9
pożałujesz, jeśli teraz pójdziesz**

-Dlaczego nie śpisz? - usłyszała szept kuzyna. Odwróciła się i ujrzała Toma.
-Nie mogę spać, a ty?
-Nie wiem, po prostu się obudziłem. Jesteś smutna - bardziej stwierdził niż zapytał. Złapał ją za brodę i zmusił do tego by spojrzała mu w oczy - Co się stało?
-Nic, myślę. Powiedz mi dlaczego jestem taką totalną idiotką, kretynką, de...
-Nie jesteś nią! Powiedz mi o co chodzi a ja spróbuję ci pomóc. Wiem, ja to nie Bill, ale spróbuję.- dodał z uśmiechem. Eliza złapała za koc przytuliła się do kuzyna i okryła kocem. Powoli zaczęła snuć swoją opowieść.
--------------------------------------ende------------------------------------
* Pfau - paw.
** Silbermond - "1, 2, 3"

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

U mnie nowa część"Znalazł się dżentelmen od siedmiu boleści."

Serdecznie Zapraszam.

*tekst kopiowany*

_______
Końcówka mi się strasznie podobała.Ślicznie opisujesz.

Anonimowy pisze...

Piękne opisy. Z rozdziału na rozdział piszesz coraz lepiej i coraz bardziej mi się podoba, szczególnie postać Elizy; Ver natomiast jest bardzo tajemnicza.
Bosko, kochana ;*

Anonimowy pisze...

Czeeść! Ale dawno mnie tu nie było... Uhu! Ale teraz nadrobię. Odcinek świetny, tak samo jak reszta opowiadania. Jest takie tajemnicze. Masz po prostu ładny styl. A te “docinki” w postaci kawałków tekstów piosenek, są po prostu cudne. Sama nie potrafię znaleźć odpowiedniej do nastroju muzyki, nie mówiąc już o tekście. Po prostu nie wiem co powiedzieć. Cudo i tyle. Jestem tylko ciekawa czy Veronika z kimś będzie, albo czy po prostu nie zbliży się do któregoś z Kaulitzów. Może Bill? Nie wiem, ale poczekam ;).
Całuje :*